27-01-2008 21:09

Opowie¶æ Reinharda

Autor: Karina Stefeniak
Redakcja: hallucyon

Opowie¶æ Reinharda Zmierzch zasta³ ich na trakcie, zmierzaj±cych w stronê Altdorfu. M³odszy z mê¿czyzn, jasnow³osy Morgan Frey weso³o, choæ fa³szywie, intonowa³ spro¶n± piosnkê o altdorfskich kurtyzanach. Te wokalne popisy, choæ w±tpliwe pod wzglêdem wykonania, bawi³y jego towarzysza. Jonatan Meyer, starszy o kilka lat, by³ wysokim i postawnym mê¿czyzn±. Z u¶miechem g³adzi³ jasn± brodê, przys³uchuj±c siê przy¶piewkom przyjaciela, a¿ w koñcu odezwa³ siê g³êbokim g³osem, z nieskrywanym rozbawieniem:

- Zamknij siê ju¿, Morgan. Bardem to ty nie zostaniesz, a jedynie przep³oszysz wszelk± okoliczn± zwierzynê, za co tutejsi z pewno¶ci± wdziêczni ci nie bêd±.

Morgan zmru¿y³ swe b³êkitne oczy, robi±c nad±san± minê rozpieszczonego panicza.

- A mo¿e ty, Jonatanie, jeste¶ zwyczajnie zazdrosny, i¿ bogowie obdarzyli mnie tak wielkim talentem?- spyta³ zadziornie.

Zaloguj siê aby wy³±czyæ tê reklamê

Roze¶miali siê niemal jednocze¶nie. Byli w doskona³ych humorach, mimo i¿ by³ to ich siódmy dzieñ na trakcie. A mo¿e w³a¶nie to wprawia³o ich w tak dobry nastrój? Obaj byli urodzonymi podró¿nikami, wolnymi duchami nieprzywyk³ymi siedzieæ w murach miasta. Jaki¶ instynkt wiód³ ich na szlak, szepcz±c im niezmiennie, i¿ tam w³a¶nie jest ich miejsce.

By³o ju¿ ciemno i przyjaciele jechali teraz wolniej, trzymaj±c przed sob± zapalone pochodnie, by roz¶wietla³y im drogê.

Wyje¿d¿aj±c zza zakrêtu natknêli siê na postaæ brn±c± przez ¶nieg w stronê lasu. Zatrzymali siê zaintrygowani. Ona tym czasem oddala³a siê szybko od traktu, bieg³a jakby kto¶ j± ¶ciga³.

- Poczekaj niewiasto! - zawo³a³ Morgan.

Stanê³a, ale dopiero po chwili odwróci³a siê w ich stronê. Morgan wyci±gn±³ d³oñ z pochodni± w jej stronê, by lepiej widzieæ, ale i tak z powodu ciemno¶ci musieli bardzo wytê¿aæ wzrok, by j± zobaczyæ. Sta³a bowiem na granicy ¶wiat³a i nocy tak, ¿e ¶wiat³o pochodni ledwie obejmowa³o j± swym blaskiem.

By³a bardzo m³oda: jasne w³osy dziewczyny wymyka³y siê spod kaptura okalaj±cego jej twarz i lu¼no opada³y na kszta³tne piersi. Kobieta by³a piêkna, choæ na jej twarzy malowa³y siê strach, smutek i zmêczenie przys³aniaj±c jej delikatn± urodê.

Choæ by³o zimno, niewiasta odziana by³a raczej cienko: w sukniê i p³aszcz z kapturem niebieskiej barwy. W rêku trzyma³a zawini±tko, tul±c je mocno do piersi. Zapewne by³o to dzieciê, jak oceni³ Jonathan, chocia¿ pewno¶ci nie mia³. Jego przyjaciel skierowa³ konia w bok traktu, by ruszyæ w stronê dziewczyny. Gdy zauwa¿y³a, ¿e jeden z je¼d¼ców kieruje wierzchowca w jej stronê, sp³oszy³a siê i pobieg³a w stronê lasu.

By³a naprawdê szybka, wrêcz nieludzko szybka. Mogliby przysi±c, i¿ nie bieg³a, a p³ynê³a nad zaspami ¶niegu; nie zapadaj±c siê w nie, nie zwalniaj±c. Nim zd±¿yli siê otrz±sn±æ ze zdziwienia, ona zniknê³a ju¿ miêdzy drzewami.

Zniknê³a, jakby nigdy jej nie by³o, nie pozostawiaj±c za sob± ¶ladu.

- Widzia³e¶ to samo, co ja, czy tylko mi siê przywidzia³o? - spyta³ niepewnie Morgan.
- Widzia³em, Morganie - Jonatan spojrza³ na niebo, na którym l¶ni³y dwa ksiê¿yce w pe³ni. -Lepiej wracaj na trakt i jed¼my szukaæ jakiego¶ zajazdu lub karczmy. Wola³bym nie nocowaæ dzi¶ na go¶ciñcu.
M³odzieniec pos³usznie zawróci³ konia na uprzednio obran± drogê.
- Masz racje, Jonatanie, w tê noc lepiej nie spaæ pod go³ym niebem - równie¿ spojrza³ na niebo. - Gdy oba ksiê¿yce s± w pe³ni, nikt nie wie, co mo¿e siê wydarzyæ.

Towarzysze ruszyli w dalsz± drogê. Po kilku godzinach jazdy natrafili na zajazd zwany "Cicha Przystañ", którego widok powitali z ulg±. By³o ju¿ pó¼no, niewiele czasu dzieli³o ich od godziny duchów. Przybysze musieli zbudziæ gospodarza, dobijaj±c siê do drzwi. Jego pocz±tkow± niechêæ do obcych prze³ama³ blask z³otych koron. Okaza³o siê jednak, i¿ wszystkie izby by³y ju¿ zajête i je¶li chcieli zostaæ, musieli nocowaæ we wspólnej sali, gdzie podawano posi³ki. Zgodzili siê bez oci±gania – wszystko zdawa³o im siê lepsze od nocowania na dworze.

Towarzysze rozgo¶cili siê w izbie, a gospodarz przyniós³ im dobre wino i ciep³e miêso. Jonatan z zapa³em zabra³ siê do ogryzania pieczonego ud¼ca.

- Wspania³e, dlaczego nie jesz, Morganie? Czy¿by nie smakowa³o ja¶nie panu? - odezwa³ siê miêdzy jednym a drugim kêsem.
Morgan przez chwilê bawi³ siê pucharem, obracaj±c go miêdzy palcami i spogl±daj±c weñ.
- Jaka¿ ona by³a piêkna. Piêkniejszej niewiasty dawno nie widzia³em – rzek³.
Jonatan powoli skin±³ g³ow±, odk³adaj±c nadgryziony udziec na talerz.
- Dla mnie to ona nie by³a kobiet±, a tylko zjaw±. Rad by³em, i¿ tak szybko odesz³a.
- Nawet je¶li to by³a zjawa, nie wygl±da³a na gro¼n±, jeno na smutn± – mrukn±³ Morgan, upijaj±c ³yk z kielicha
- Wybaczcie, szlachetni panowie, w¶cibskiemu starcu, ale przypadkiem us³ysza³am wasz± rozmowê.

Towarzysze niemal jednocze¶nie spojrzeli na mówi±cego. Wcze¶niej nie zdawali sobie sprawy z jego obecno¶ci. By³ to niewysoki, szczup³y mê¿czyzna, ubrany w stare, choæ widaæ, i¿ niegdy¶ strojne odzienie. Jego dawniej ciemne w³osy przyprószy³a siwizna, a twarz naznaczy³ zmarszczkami czas i trudy ¿ycia. Jedynym elementem nie pasuj±cym do reszty by³y jasne i m³ode oczy, które bacznie lustrowa³y towarzyszy pewnym spojrzeniem.

- Wiem, kim by³a owa niewiasta. Zechciejcie, szlachetni panowie, zamówiæ godziwy posi³ek i trunek dla strudzonego starca, a odwdziêczê siê wam opowie¶ci±.
- Usi±d¼ zatem z nami - zachêci³ Jonathan.
- Tym sowitsza bêdzie zap³ata, im ciekawsza bêdzie twa opowie¶æ – doda³ Morgan –Zamieniamy siê w s³uch.

Starzec skin±³ g³ow± i rozgo¶ciwszy siê przy stole rozpocz±³ sw± opowie¶æ.

***

Freya Von Eckart, córa pana okolicznych ziem, by³a naprawdê piêkn± niewiast±. Oczy mia³a jasne jak niebo, a z³ociste w³osy, okalaj±c anielsko piêkna twarz, l¶ni³y niczym z³ocista aureola.

Gdy przyszed³ czas, by wysz³a za m±¿, kandydatów nie brakowa³o – konkurenci zje¿d¿ali z dalekich stron, by móc prosiæ o jej rêkê. Koniec koñców wydano j± za hrabiego Reinharda von Eisenhardta. By³ to postawny ciemnow³osy m³odzieniec z zacnego, choæ zubo¿a³ego rodu. Po przedwczesnej ¶mierci hrabiego Eckara, który podczas polowania spad³ z konia tak nieszczê¶liwie, i¿ poniós³ natychmiastow± ¶mieræ, hrabia Reinhard zosta³ panem tych ziem. Pocz±tkowo by³ on dobrym i m±drym dziedzicem i nic nie zapowiada³o nieszczê¶cia, które wkrótce mia³o siê wydarzyæ.

Wszystko uk³ada³o siê pomy¶lnie do czasu, gdy Freya powi³a dzieciê. Los jednak chcia³, i¿ w tym czasie hrabiego nie by³o we w³o¶ciach, a córeczka przysz³a na ¶wiat wcze¶niej ni¿ powinna by³a. Po powrocie hrabia powzi±³ podejrzenia, i¿ ¶liczna dziewczynka mo¿e nie byæ jego potomkiem, gdy¿ urodzi³a siê przed terminem, który wyznaczy³ medyk. W oczach hrabiego dowodzi³o to niewierno¶ci ukochanej ¿ony. Czas mija³ a hrabia chodzi³ pochmurny i nic nie by³o w stanie ukoiæ jego gniewu spowodowanego domnieman± niewierno¶ci± ma³¿onki. Jego wzburzenie podsyca³a ¶wiadomo¶æ, i¿ ¶liczna dziewczynka jest zupe³nie do niego niepodobna.

Pewnego wieczora wszed³ do komnaty w chwili, gdy nie by³o tam Freyi. D³ugi czas sta³ nad ko³ysk±, spogl±daj±c na ¶pi±ce maleñstwo a gniew wzbiera³ w nim z ka¿d± chwil±. Dziewczynka obudzi³a siê i spojrza³a na ojca swoimi zielonymi oczyma, jakby wiedzia³a…

Wtedy w przyp³ywie w¶ciek³o¶ci hrabia Reinhard dopu¶ci³ siê rzeczy strasznej, po³o¿y³ d³oñ na szyi dzieciêcia i mocno ¶cisn±³, zgniataj±c delikatn± tchawicê. Dziewczynka skona³a w ciszy, nie wydaj±c najmniejszego nawet d¼wiêku. Dopiero po chwili, gdy gniew go opu¶ci³, poj±³, co zrobi³ jednak by³o ju¿ za pó¼no na ¿al.

Freya wróci³a do komnaty i zobaczy³a mê¿a pochylaj±cego siê nad ko³ysk±. Widok ten sprawi³ jej wielk± rado¶æ, gdy¿ do tej pory nie raczy³ on po¶wiêciæ nawet chwili uwagi dziecku, a teraz nachyla³ siê nad ni±, g³adz±c po g³ówce.

- Prawda, i¿ piêkna jest nasza maleñka? - zapyta³a z czu³o¶ci± w g³osie Freya.
- Zaiste jest tak piêkna jak jej matka- wymamrota³ Reinhard.
- Chod¼, maleñka, ju¿ czas na twój posi³ek - z tymi s³owami ruszy³a w stronê ko³yski, by wzi±æ dziecko.

Jej oczy rozszerzy³y siê ze strachu i grozy, gdy zauwa¿y³a, ¿e jej piêkna córeczka jest martwa. Pocz±tkowo jej usta dr¿a³y tylko bezg³o¶nie, lecz wkrótce rozpacz przeistoczy³a siê w dzik± furiê, która wybuch³a z potworn± si³±.

- Ty potworze, jak mog³e¶?! Zabi³e¶ j±! Zabi³e¶ nasz± córeczkê!

Rzuci³a siê na niego, ok³adaj±c piê¶ciami i drapi±c jak oszala³a. Wci±¿ krzycza³a, przeklinaj±c go i wo³aj±c o pomstê do wszystkich bogów, którzy zechcieliby jej wys³uchaæ. Z³apa³ j±, przyciskaj±c do siebie, próbuj±c okie³znaæ jej sza³. Palce jej prawej d³oni odruchowo powêdrowa³y za jego pas, gdzie zazwyczaj nosi³ sztylet. Teraz te¿ tam by³, spoczywa³ na swoim miejscu. Wyci±ga³a go powoli. Nim zorientowa³ siê, co robi, by³o ju¿ zbyt pó¼no. Pchnê³a go, wk³adaj±c w cios ca³± swoj± si³ê, rozpacz i w¶ciek³o¶æ. By³ to dziki, morderczy cios. Sztylet wszed³ a¿ po rêkoje¶æ w pier¶ mê¿a.

Patrzy³a jak jego oczy rozszerzaj± siê ze zdziwienia a usta dr¿±, jakby próbowa³ co¶ powiedzieæ. Po chwili krew pop³ynê³a z jego ust, a oczy zasz³y mg³±. Osun±³ siê, martwy, do jej stóp. Ona za¶ dopiero gdy sza³ os³ab³, zrozumia³a co zrobi³a. Krzyknê³a, a jej pe³ny bólu i rozpaczy g³os nie przypomina³ ludzkiego krzyku tylko wycie rannego zwierzêcia. Pochwyci³a swój piêkny zielony p³aszcz, w po¶piechu narzucaj±c go sobie na ramiona. Musia³a siê spieszyæ... Musia³a uciekaæ…

Freya wziê³a na rêce cia³o swej córeczki, po czym, przyciskaj±c je do piersi, wybieg³a z komnaty.
Nie zwa¿a³a na zdziwione spojrzenia nadbiegaj±cej s³u¿by, zaniepokojonej ha³asem dochodz±cym z komnaty pani.

Ucieka³a. Na rêkach mia³a krew zabitego mê¿a, a do piersi rozpaczliwie tuli³a martw± córeczkê. Jak oszala³a wybieg³a z zamku i gna³a przed siebie. Jej suknia zaczepia³a siê o krzewy, ga³êzie ch³osta³y j± po twarzy, jednak ona nie zwa¿a³a na to. Jej oczy zas³ania³y ³zy, a w g³owie ko³ata³a siê jedna jedyna my¶l: biec byle dalej… dalej... dalej…

I bieg³a. Bieg³a, jakby ¶ciga³y j± wszystkie demony ¶wiata. Potyka³a siê, upada³a, lecz zrywa³a siê i gna³a dalej… dalej… dale… ci±gle tul±c do siebie martwe maleñstwo.

Zapad³ zmierzch. Ona wci±¿ bieg³a. Nie wiedzia³a dok±d, jednak nie mia³o to znaczenia, wa¿ne by³o tylko, ¿e bieg³a… bieg³a... Zaczyna³o brakowaæ jej tchu, serce bi³o dziko, jakby chcia³o wydrzeæ siê z piersi. Ona jednak nie zwa¿a³a na to, bieg³a byle dale… dale… dalej...

Upad³a po raz ostatni. Tym razem nie podnios³a siê, by biec dalej… Jej serce nie wytrzyma³o tak dzikiego biegu… i pêk³o.

Gdyby kto¶ znalaz³ siê wtedy w pobli¿u, byæ mo¿e widz±c martw± kobietê z dzieciêciem, zechcia³by je pochowaæ, by nieszczêsne dusze mog³y zaznaæ spokoju a cia³a nie zosta³y po¿arte przez dzikie zwierzêta.

Nikogo jednak nie by³o w pobli¿u. By³a ju¿ noc, a gnana szaleñstwem dziewczyna odbieg³a w naprawdê odludne, dzikie ostêpy. Cia³a nieszczêsnej kobiety i jej dzieciêcia nigdy nie odnaleziono i nie pochowano. Zamiast modlitwy ich ¶mierci towarzyszy³o z³owieszcze, mro¿±ce krew w ¿y³ach wycie, gdy wilki zwo³ywa³y siê, by wspólnie ucztowaæ.

A dzia³o siê to ponad pó³ wieku temu i od tamtej pory w Noc Wied¼m mo¿na j± zobaczyæ, jak biegnie w stronê lasu. Gdy wêdrowcy pod±¿aj±cy traktem dostrzeg± j± i zawo³aj±, zatrzymuje siê i patrzy na nich. Gdy wo³aj±cy próbuj± siê do niej zbli¿yæ, ucieka i znika, jakby nigdy jej nie by³o.

***

Tymi s³owy starzec zakoñczy³ sw± opowie¶æ.

- To by³a naprawdê ciekawa historia, masz tu piêæ z³otych koron, dobry cz³owieku, zas³u¿y³e¶ na nie. - Morgan wyj±³ z sakwy rzeczon± sumê i przesun±³ j± w stronê starca, który przyj±³ je z lekkim u¶miechem i skinieniem g³owy.

Jonatan siedzia³ w zamy¶leniu, dopijaj±c wino. Jemu równie¿ opowie¶æ przypad³a do gustu. Morgan podniós³ siê z ³awy, przeci±gn±³ i spojrza³ na przyjaciela.

- Có¿, choæ by³a to naprawdê ciekawa opowie¶æ, dobieg³a koñca. Chyba ju¿ pora k³a¶æ siê na spoczynek?
- Tak, ju¿ czas – skin±³ g³ow± zapytany - je¶li chcemy jutro o ¶wicie wyruszyæ w dalsz± drogê - to mówi±c, odwróci³ siê w stronê starca, by mu podziêkowaæ, jednak jego ju¿ tam nie by³o.

Na stole pozosta³o piêæ z³otych koron…



S³owa kluczowe:

czytelnia WFRP, dzia³ wfrp, Karina Stefaniak, szorty WFRP, Warhammer, WFRP

Powi±zane artyku³y:

» Jedna taka noc…
» Szczê¶ciarz
» Jak Nalin Grinimorson i Kirgen Rororson zostali awanturnikami
» Chwila prawdy
» Ostatni go¶æ w Karak Ziram

Powi±zane noty:

» Warhammer Fantasy Roleplay 3 ed. - Creature Vault
» Zabójca Szamanów
» B³êdny rycerz
» Warhammer Fantasy Roleplay 3 ed. - Zestaw podstawowy
» Tamurkhan: The Throne of Chaos

Powi±zane wie¶ci:

» Pajêczyca
» Odkurzaj±c stary tom, cz. II
» Sprawcy, cz.II
» Sprawcy, cz.I
» Odkurzaj±c stary tom, cz. I


Waszym zdaniem...

Tancred de Beauville
Ocena:
0
(+1) [troll]
Klimatyczne opowiadanie. Tylko jeden szkopu³ piêæ koron to ca³kiem spora kwota, choæ faktem na obronê jest, ¿e taka ilo¶æ mo¿e ¶wiadczyæ o tym jak bardzo poruszy³o odbiorcê;).
27-01-2008 22:09
Ocena:
0
(+1) [troll]
Opowiadanko fajne, chociaz bardzo krotkie i troche... hmmm... sztampowe.

No i nie wiedze tu nic warhamerrowatego, gdyby zastapic korony inna waluta tekst pasowalby do wszystkiego.
28-01-2008 00:34
Ifryt
Ocena:
0
(+1) [troll]
Du¿o lepsze od „Wyznania Szkar³atnej Ró¿y”. :)

W ramach dodatkowych komentarzy, to pomy¶la³em sobie, ¿e zakoñczenie by³oby lepsze, gdyby by³o bardziej jednoznaczne. Mnie osobi¶cie podoba³oby siê zw³aszcza, gdyby opowiadaj±cy nie by³ duchem (a tak chyba sugerowa³a¶), lecz tylko prostym cz³owiekiem tak g³êboko przejêtym histori±, ¿e wzgardzi³ pieniêdzmi zblazowanych przyjezdnych, którzy mu nie uwierzyli i dla których by³a to co najwy¿ej pocieszna anegdota. Choæ z drugiej strony, na co¶ takiego pewnie te¿ znale¼liby siê czytelnicy krêc±cy nosem. ;)
28-01-2008 10:14
DevilaN
Ocena:
0
(+1) [troll]
Ciekawe opowiadanko... Takie trochê uniwersalne :-)
Ni mniej jednak tak jak zauwa¿yli przedmówcy 5ZK to "trochê" za du¿o jak na nagrodê dla opowiadacza.
Zwa¿ywszy na wiek opowiadaj±cego oraz ilo¶æ pieniêdzy, któr± dosta³ s³usznym by³oby sprawdzenie pod sto³em czy przypadkiem nie dosta³ z wra¿enia ataku serca albo po prostu nie zemdla³ ;)
28-01-2008 13:36
~Anonim

U¿ytkownik niezarejestrowany
Ocena:
0
(+1) [troll]
Dla autorki tego opowiadania,je¶li mia³bym oceniaæ w koronach to nale¿a³o by siê ze 100zk.
28-01-2008 14:53
triki
5 zk
Ocena:
0
(+1) [troll]
A co broni³o bohaterom opowiadania "przycyniæ". Jak ich staæ ...

Dla mnie trochê niepokoj±ce jest to, ¿e nie bali siê, tak± gotówk± szastaæ, wiedz±c ¿e bêd± musieli spaæ we wspólnej sali. ;)
28-01-2008 16:32
~deagoro

U¿ytkownik niezarejestrowany
re: triki
Ocena:
0
(+1) [troll]
triki, Twój komentarz mnie rozbroi³ - dopiero w tym momencie dostrzeg³em nutkê Warhamerrowego opowiadania i szalonych scenariuszy, które mo¿na tylko doopowiedzieæ... Co by siê dzia³o w g³ównej sali - to jest rozkminka dla prawdziwego Gracza i Mistrza gry :)

Natomiast wracaj±c do kwestii opowiadania, mnie osobi¶cie podoba siê. Chocia¿ sztampowo¶æ oraz uniwersalno¶æ dopasowania jej do ka¿dego (prawie) systemu itp troszeczkê razi :)

Zauwa¿yæ nale¿y, i¿ na prawdê ma klimat. Tylko to zakoñczenie, czytelnik na pewno troszeczkê siê zawodzi na koñcu. Dobrym pomys³em by³oby pozostawiæ tê opowie¶æ bez tej tajemnicy na koñcu, skoro przecie¿ i tak "mgie³ka klimatu" i tak by³a :) Prostota zakoñczenia równie¿ bywa zaskakuj±ca, szczególnie gdy czytelnik spodziewa siê macek chaosu czyhaj±cych "za rogiem" :)

Normalnie zacny tekst, szkoda ¿e sam nie potrafiê pisaæ :) wyobra¼nia niby maluje obrazy ale to i tak za ma³o by to móc wyraziæ, przekazaæ. Pozdrawiam ciep³o i ¿yczê wiêcej weny :)

ps: ka¿da krytyka jest jak najbardziej konstruktywna - bo chyba zale¿y nam na tym by ka¿dy móg³ siê tu uraczyæ naprawdê dobrym tekstem lub pomóc osobie "tworz±cej" :)
28-01-2008 18:01
~Inspektor

U¿ytkownik niezarejestrowany
Tak tylko pytam
Ocena:
0
(+1) [troll]
Witam wszystkich. W tre¶ci opowiadania dopatrzy³em siê pewnej nie¶cis³o¶ci. Mianowicie: skoro gnana rozpacz± dziewczyna zapêdzi³a siê samotnie w "odludne, dzikie" ostêpy, to sk±d ktokolwiek móg³by wiedzieæ ¿e pêk³o jej serce, a nie na przyk³ad wilcy zjedli lub orkowie spro¶ni usiekli? Nawet przy za³o¿eniu, ¿e opowiadaj±cy historiê dziadek jest duchem, oznacza³oby to, ¿e duch Frei opisa³ mu sw± ¶mieræ, a nie s±dzê ¿eby chieli ze sob± gadaæ (nawet w za¶wiatach) po tym co miêdzy nimi zasz³o :)
Byæ mo¿e siê czepiam, ale na tê chwilê jest to dla mnie kompletnie bez sensu. Czy kto¶ mnie o¶wieci?

Pozdrawiam
05-02-2008 23:28
~Silveran

U¿ytkownik niezarejestrowany
Ocena:
0
(+1) [troll]
Opowiadanie interesuj±ce.

A co do tych piêciu koron... Nie chc±c bawiæ siê w wyliczanki ustalili¶my z kumplami w³asny przelicznik 1zk=10s=100p.
A tak na rozum, jedna korona to oko³o ile ¿³otych? tzn. gdyby rzecz dzi³a siê w dzisiejszej polsce, to ile daliby temu staruszkowi? Wiem, ¿e to trochê noobistyczne pytanie, ale gram w warm³otka od niedawna, i niebardzo wiem, jak nagradzaæ graczy. Na pierwszej sesji d±³em im za morderstwo po 2 korony... nie mieli nic przeciwko.
07-02-2008 10:47
Tancred de Beauville
Ocena:
0
(+1) [troll]
2 z³ote korony za morderstwo to ¶mieszna kwota. 50-100 koron to ju¿ rozs±dniejsza suma, choæ nie bêdê te¿ twierdzi³ ¿e 2 zk nie s± te¿ mo¿liwe o czym poni¿ej.

Wszystko zale¿y od wielu czynników, kto najmuje, kogo op³aca, kto jest celem. Inny bêdzie przelicznik za wolnego ch³opa inny za szlachcica, jeszcze inny bêdzie w zdemolowanej wiosce Ostlandu inny w wielkim mie¶cie. To tylko knowania, moja grupa do morderstw nigdy siê nie zni¿y³a:).

Pozdrawiam
M.

P.S.
1zk=20sz=240p
07-02-2008 11:17

Komentowanie w tym dziale dostêpne jest po zalogowaniu.
Konto Polter Plus
Wyszukiwarka graczy i MG

Sklep z grami - Rebel.pl

Konkurs

Bloguj±

17 V :: Szept :: Nadesz³a Gra cz. 7 (4)
16 V :: zegarmistrz :: Rozdzia³ 1: Areszt dla N... (11)
16 V :: Eliash :: W imiê pokoju - raport nr 3 (6)
16 V :: Ruffle :: Steampunk MMO (Made in China.... (4)
16 V :: bohomaz :: A sze¶æ lat temu... (22)
16 V :: Onslo :: Universal Brawlin' System (17)
16 V :: nerv0 :: Moje ma³e inspiracje (32)
16 V :: repek :: WH3 okiem fanboja: Lure of Pow... (10)
15 V :: Aesandill :: Dwa s³owa o Zombie w RPG (38)

Na forum

Odpowiedzi: 327
Ostatni post: Ureus
Odpowiedzi: 8
Ostatni post: Ureus
Odpowiedzi: 161
Ostatni post: Ureus
avatar Odpowiedzi: 21
Ostatni post: Rukasu
Odpowiedzi: 11
Ostatni post: Necron092

Najaktywniejsi

Facebook