Who dares to love forever?
When love must die...
Queen, "Who wants to live Forever"
Obóz znajdował się wprost przed nim. Człowiek ukryty w cieniu drzew przyglądał mu się z uwagą. Kilku ludzi Meinera przechadzało się pomiędzy starymi, połatanymi niezliczoną ilość razy namiotami. Corvin skrzywił się z niesmakiem. Nie mógł uwierzyć, że taka banda prostaków zdołała napaść na dworek, spalić go i wyrżnąć wszystkich co do jednego. Z daleka sprawiali wrażenie ślepców. Niewielu z nich miało miecze albo topory, większość tej hołoty władała pałami lub sztachetami. Jednak widział, co zrobili z rodziną Eldreda - bestialstwem dorównywali niejednej bandzie zwierzoludzi. Przez trzy dni obserwacji Corvin naliczył ich około trzydziestu.
Ci ludzie niedługo przekroczą bramy Morra, pomyślał, a ja zapewne razem z nimi...
Do dworku Eldreda trafił kiedyś przez przypadek, uchodząc przed pościgiem. Miał wtedy pocięte bebechy i zanosiło się na to, że spotka się twarzą w twarz z Panem Kruków. Wolał jednak zdechnąć, choćby na brudnej podłodze niż zostać rozerwanym przez oszalałą tłuszczę wieśniaków, która miała mu za złe, że nie pozwolił jej spalić na stosie niewinnej kobiety. Jej jedyną winą było to, że była piękną i nie wstydziła się tego okazywać. Czarownica... wiedźma... Złe oko i inne bzdurne zabobony miały ukoić zranioną ambicję tłustego i brudnego burmistrza, który nie zdołał jej wychędożyć. Czasami aż tak niewiele dzieliło życie od śmierci.
Pamiętał, że gdy wleczono go na pokoje, broczącego krwią jak zarzynane prosię, błagał szlachcica, aby zaopiekował się dziewczyną i nie pozwolił tej bandzie jej dopaść. Nie spodziewał się jednak, że trafił na kogoś tak dobrego i sprawiedliwego. Eldreda bardzo zdenerwowało to, że jego podwładni chcieli bawić się w samosąd. Kazał wybatożyć burmistrza, a dziewczynę zatrzymał u siebie na służbie, zapewniając jej lepsze i bardziej dostatne życie. Podczas długich rozmów z gospodarzem, gdy dochodził do zdrowia, dowiedział się, że Eldred ślubował kiedyś bogini miłosierdzia, że w podzięce za szczęśliwy acz trudny poród swej małżonki, że nigdy nie odwróci się od potrzebujących. Dowiedział się także, jak to pewien łasy na pieniądze poborca podatkowy okradał jego rodzinę z roku na rok, szantażując ujawnieniem mezaliansu - Rose bowiem pochodziła z niedalekiej osady, a nie z odległej prowincji Stirlandu. Corvin dobrze pamiętał również wyraz twarzy owego poborcy, gdy podrzynał mu gardło, patrząc prosto w oczy...
...w obozowisku niedługo położą się spać, a wtedy wkroczy niczym Anioł Pomsty i wyrówna rachunki. Zapewne uda mu się zabić ze dwudziestkę, nim podniosą alarm. Może dwudziestu pięciu. Resztę będzie musiał położyć w nierównej walce. A na końcu zostanie Meiner... Corvin sprawdził jeszcze raz znajdujące się przy pasie noże. Były na swoim miejscu.
- Nauczy mnie pan tak walczyć? - Chłopak miał może z dziesięć lat. Był bardzo blady i wyglądał na umęczonego chorobą. Eldred wyjaśnił mu przy wieczerzy, że były to problemy z płucami. Jego pierworodny urodził się chorowity. Był jednak złotym dzieckiem.
- Po co ci to, chłopcze? Za broń chwytają tylko nieudacznicy, którzy nic innego nie potrafią - schował miecz do pochwy. Kichy bolały go nadal po tych przeklętych bełtach.
- No, ale, przecież uratował pan życie tej pani, prawda? - Chłopak był wyraźnie zmieszany.
Ma rację, pomyślał.
- To prawda, ale tylko dlatego, że słabo władam słowami. Pamiętaj, że zawsze jest inne wyjście. Walka to głupota i ostateczność.
- Tata potrafił kiedyś dobrze władać mieczem, tak mówi mama...
- Twój tata mądrze wybrał - wszedł chłopakowi w słowo - jest dobrym człowiekiem i gospodarzem, jego poddani powinni dziękować Sigmarowi za tak rzadki dar.
Doskonale pamiętał Gerolfa i publiczne batożenie jego starego i schorowanego ojca. Sukinsyn...
- Ale oni się z niego śmieją, tak mówi Alaric, po gospodach nazywają go głupkiem.
- Posłuchaj - położył chłopakowi ręce na ramionach - w życiu liczy się to, co podpowiada ci serce, nie to co mówią inni. Twój ojciec to dobry człowiek i ty powinieneś brać przykład z niego. Nie ze mnie, nie z wieśniaków, tylko właśnie z niego. Pamiętaj chłopcze, nie tykaj się broni, ona nigdy nie przynosi niczego dobrego...
...ona nigdy nie przynosi niczego dobrego. Tak powiedział mu wtedy, na polanie, za domem. Corvin ważył w dłoniach swoje sztylety. Odgłosy z obozowiska cichły. Za kilka minut rozpocznie się rzeź, pomyślał.
I nigdy nie przyniosła.
Kolejne twarze, kolejne wyrzuty sumienia, to wszystko, co przez całe życie mu dała. Przyszłość należała do takich ludzi jak Eldred. Tak bardzo chciał w to wierzyć...
- Wyjeżdżasz... - Jej głos był pełen smutku i dziwnej tęsknoty.
- Tak...
Nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciał zostać Rosalin. Nie wiesz, jak bardzo...
- Czy wrócisz kiedyś? - Tym razem był pełen nadziei
- Rosalin, nie jestem nikim dobrym. Jestem... Jestem mordercą, potrafię tylko zabijać. Nie pasuję tutaj. Do tego domu... do... Ciebie...
Dlaczego paliło go tak bardzo pod mostkiem, gdy to mówił?
- Nie jesteś mordercą Corvin. Ty... nie pozwoliłeś mnie zabić... Nie dałeś zrobić mi krzywdy, chociaż nie znaliśmy się wcześniej...
Gdzieś w jego świadomości zapalił się jasny płomyk, a nim ogarnięta jego matka. Zgasł on równie szybko, jak się pojawił. Nie mógł się rozklejać. To stare, nic nie znaczące obrazy.
- Nawet morderca ma swoją granicę wytrzymałości - uśmiechnął się smutno.
Przywarła do niego swym ciepłym ciałem. W jego trzewiach obudziło się stado węży.
- Zostań... - Wyszeptała mu do ucha.
Odsunął się gwałtownie.
- Nie mogę. Muszę... Muszę odnaleźć siebie. Człowieka, którym byłem kiedyś... Dawno temu...
- Czy wtedy powrócisz?
- Powrócę Rosalin, powrócę do ciebie...
...powrócę do ciebie... Po raz ostatni sprawdził sztylety. Na Morra, tak dawno tego nie robił. Przez ostatnie trzy lata, Sigmarze zmiłuj się, żył jak nędzarz. Dwa razy go obrabowano i pobito. Pomimo to nadal pomagał ludziom, był dla nich dobry. Praca w hospicjum otworzyła mu oczy na to, jakim nic nieznaczącym śmieciem był kiedyś. Jak bardzo hańbił swoje człowieczeństwo. Otworzyła mu oczy na dobro w ludziach. Wtedy zrozumiał, że najwyższy czas powrócić...
...jechał wolno pośród wypalonych zgliszczy. Tam, gdzie kiedyś stał dwór, teraz było rumowisko. Tam gdzie kiedyś był ogród, zadeptano kwiaty. Zbliżał się do starego, samotnego drzewa, choć tak bardzo nie chciał tego robić. Wydawało mu się, że słyszy trzeszczenie poruszanych wiatrem sznurów. Zanosiło się na to, że znów zacznie padać...
Twój tata mądrze wybrał...
Koń stawiał kolejne wolne i ostrożne kroki...
Nie jesteś mordercą Corvin. Ty... nie pozwoliłeś mnie zabić... Nie dałeś zrobić mi krzywdy, chociaż nie znaliśmy się nawet wcześniej...
Gdzie byłeś, Corvin? Gdzie byłeś, gdy to wszystko się działo?
Ale oni się z niego śmieją, tak mówi Alaric, po gospodach nazywają go głupkiem...
Cały świat wypełnił się spływającym błotem...
Pamiętaj chłopcze, nie tykaj się broni, ona nigdy nie przynosi niczego dobrego...
Dobre rady. Prawdziwie dobre rady...
Nauczy mnie pan tak walczyć?
Wyjeżdżasz...
Tak...
Czy wrócisz kiedyś?
Pierwsze krople deszczu dotknęły jego płaszcza...
Powrócę Rosalin...
Tata potrafił kiedyś dobrze władać mieczem...
Zostań...
Nie mogę...
Sznur targany podmuchami wiatru...
Muszę... muszę odnaleźć siebie...
Za broń chwytają tylko nieudacznicy...
Człowieka, którym byłem kiedyś... dawno temu...
Powrócę Rosalin, powrócę do Ciebie...
Kruki już dawno skończyły ucztę. Cztery, targane podmuchami wiatru sylwetki...
Nawet morderca ma swoją granicę wytrzymałości...
...przecięta tchawica bulgotała po cichu. Dwudziesty... Do tej pory wszystko szło zgodnie z planem. Żaden się nie obudził. Ciekawe, o czym śnili? O gwałtach? O obwiązywaniu jelit wokół szyi chłopaka? Jakie sny zesłałeś Morrze tym skurwysynom? Czy jesteś po mojej stronie?
Jestem...Meiner patrzył na zwłoki mężczyzny. Trafił sukinsyna prosto w bebechy i w końcu posłał go w objęcia Morra. Zaśmiał się w duchu. Co się odwlecze to nie uciecze. Trzy lata temu udało się biednemu sukinsynowi uciec. Cóż, skończył tak samo jak ta szmata... Chociaż ona przed śmiercią miała trochę więcej uciechy...
Meiner z Holzbeck, wyjęty spod prawa morderca, zginął roku Sigmara 2522 podczas Burzy Chaosu. Pewne plemię zwierzoludzi obdarło go żywcem ze skóry i zostawiło na pastwę lasu.
Kilku wieśniaków, którzy go potem znaleźli, rozpowiadało co prawda, w gospodzie 'Pod Krukiem', że gdy znaleźli to, co zostało z trupa, z ust jego dobył się złowrogi szept: obwieszczający:
Dokonało się.
Jednak byli oni tak pijani, że zgromadzona ciżba wzięła to za czcze gadanie.