Autor:
Marcin 'narsilion' CybulskiRedakcja: Karolina 'Viriel' Bujnowska

- No, m³oda, startuj do niego! - rozchichotana Eliza popchnê³a j± w stronê upatrzonego celu. Monika popatrzy³a na m³odego ucznia kolegium ¶wiat³a.
- Jest ³adniutki, a¿ szkoda go do hierofantów - doda³a Eliza. Weso³e iskierki b³yska³y w jej oczach.
- Za to ty ¶wietnie trafi³a¶ do p³omienistych magów.
- Wiem, bo jestem ognista! - pu¶ci³a do niej oko.
Monika ruszy³a w stronê ch³opaka, czerwona sukienka falowa³a na zgrabnym ciele. ¦wiat³o latarenek wype³niaj±ce salê podkre¶la³o jej kszta³ty powabnymi odblaskami.
"Magiczna" by³a jedyn± knajpk±, gdzie mogli bawiæ siê uczniowie kolegiów. Wprawdzie oficjalnie nie mieli czasu na przyziemne rozrywki jakie mog³a oferowaæ, ale im wiêcej obowi±zków wymy¶lano, by ich zaj±æ, tym wiêcej mieli sposobów, by wygospodarowaæ jednak wolny wieczór. Wypadkow± tych d±¿eñ by³a wiêc stosunkowo stabilna równowaga. Wa¿n± rolê w jej utrzymaniu pe³ni³a ku uciesze w³a¶ciciela w³a¶nie "Magiczna". Nieoficjalnie tolerowana jako miejsce wypadów, sta³a siê kompromisem, dziêki któremu bandy niewy¿ytych magów-¿aków nie w³óczy³y siê bez kontroli po ca³ym mie¶cie, lecz – cytuj±c Verspasiana Kanta, patriarchê Kolegium ¦wiat³a -
"kanalizowa³y nadmiar energii w tym intelektualnym szambie".
Zaloguj siê aby wy³±czyæ tê reklamê
Cel Moniki by³ ju¿ blisko, siedzia³ w k±cie naprzeciw wej¶cia na piêtro. U¶miechn±³ siê, ale nie odwzajemni³a u¶miechu. Niech siê od razu zmiesza.
Ca³a zabawa by³a mocno ryzykowna i w³a¶nie dlatego obie tak j± sobie upodoba³y. Pocz±tkowo przerazi³a siê s³ysz±c, ¿e Eliza wykrad³a z biblioteki opis zakazanego czaru. Mo¿na by³o za to stan±æ przed obliczem patriarchy Kolegium P³omienia arcymaga Gormanna, którego ba³y siê... jak ognia. Jednak przyjemno¶æ u¿ycia My¶loczytania by³a zbyt du¿a, aby martwiæ siê odleg³± gro¼b± kary.
U¶miechnê³a siê na wspomnienie tego, jak Eliza pognêbi³a swego by³ego ch³opaka, który prowadza³ siê ju¿ z now± panienk±. Oboje po chwili rozmowy byli czerwoni jak buraki, a w efekcie rozstali siê i nie spotkali ju¿ nigdy wiêcej...
Zabawa by³a przednia, ale potem dziewczyny znalaz³y kolejne zastosowanie dla z³o¶liwego czaru: konkurs na najpiêkniejsz± piwoniê. Rzecz polega³a na tym, ¿e podchodzi³y do kolejnych, wskazanych sobie nawzajem osób, które nale¿a³o w jak najkrótszym czasie sprowokowaæ i tak zmieszaæ, ¿eby zaczerwieni³y siê jak wspomniany kwiatek i zrejterowa³y czym prêdzej. Czytanie w my¶lach dawa³o rozkoszn± przewagê.
Tym razem ofiar± by³ uczeñ kolegium ¶wiat³a. Cel by³ zarazem wymagaj±cy, jak i prosty. Hierofantów uczono opanowania emocji, jednak musieli przecie¿ zachowywaæ wstrzemiê¼liwo¶æ, co czyni³o ich wyj±tkowo podatnymi na bolesne docinki urodziwych kobiet.
- Witaj ogierze - powiedzia³a, opieraj±c ³okcie o blat przed nim. Oczywi¶cie jego wzrok powêdrowa³ w wyeksponowany dekolt. Ale nie zarumieni³ siê. Có¿, rekordu nie bêdzie - skonstatowa³a.
- Na co tak patrzysz?
...jakie piêkne cycki, jakie piêkne cycki, jakie piêkne cycki, jakie piêkne cycki - nadawa³ jego umys³ zadziwiaj±co intensywnie. Monice wyda³o siê jednak, ¿e pod t± natrêtn± my¶l± przemyka co¶ jeszcze. Siêgnê³a dalej, ostro¿nie, ¿eby nie pogmatwaæ mu my¶li i nie zdradziæ siê...
Wredna suka, specjalnie mnie prowokuje.
- Dajesz siê sprowokowaæ, ch³opczyku... - powiedzia³a, czekaj±c na zamêt w jego g³owie, by wy³uskaæ wtedy co¶, co bêdzie podstaw± do zadania decyduj±cego ciosu. Tymczasem druga my¶l te¿ siê nie zmieni³a, powtarzaj±c w kó³ko "wredn± sukê". Co u licha? Czy kry³o siê tam co¶ jeszcze? Spróbowa³a nacisn±æ mocniej. Trochê wysi³ku i... Tak, dotar³a.
Piêknie chodzisz, ¶liczna, nie tak wulgarnie jak twoja kole¿anka; idziesz i wydaje siê, ¿e zaraz zatañczysz...
- Oj, bo zaraz to ja spiekê raczka - przemknê³o jej przez my¶l. –
Zaraz zatañczysz... zatañczysz... zatañczysz... ZATAÑCZYSZ... - ko³ata³o siê w jej g³owie. O czym to my¶la³a?
ZATAÑCZYSZ... zatañczysz... ZATAÑCZYSZ... zatañczysz... ZATAÑCZYSZ...
Biodra zako³ysa³y siê niemal same.
Zdumiona Eliza zobaczy³a, ¿e jej przyjació³ka wskoczy³a na stó³ i zaczê³a pl±sy, ku ogólnej uciesze obecnych. Co ona wyczyta³a w jego g³owie? To ma ch³opaka peszyæ, czy jak?
Tymczasem przez g³owê zaczepionego przez Monikê m³odzieñca kolejno przefruwa³y kolejne my¶li. Tym razem ju¿ nie niepokojone, mog³y przep³ywaæ swobodnie:
Ciekawe, sk±d zna My¶loczytanie ta ma³pa w czerwonym?
Zdolna ma³a, przesz³a obie moje pêtle ochronne...
Dobrze, ¿e jej przerwa³em, gdyby mnie zmusi³a do pojedynku woli, móg³bym jej wypaliæ umys³ i znowu by³oby wygaszanie.
Wygaszanie i wygaszanie, ju¿ piaty raz w tym roku, w¶ciekli siê z tym wygaszaniem...
I znowu musia³bym zmieniaæ cia³o.
Ile to siê trzeba nakombinowaæ, ¿eby dotrzeæ do pism w zamkniêtych ksiêgozbiorach kolegium ¶wiat³a?
Ta dziewuszka naprawdê jest ¶liczna, a cia³o ch³opaka sprawuje siê nad wyraz dobrze... wiêc w³a¶ciwie, czemu nie?
Jak to, czemu nie? Potem bêd± mnie badaæ na okoliczno¶æ zachowania czysto¶ci, sondowaæ, przes³uchiwaæ...
Ale potem czarnoksiê¿nik Drachenfels przypomnia³ sobie mizerne umiejêtno¶ci Mistrza Przes³uchañ. Dopi³ wiêc piwo i wsta³ z u¶miechem, by ¶ci±gn±æ Monikê ze sto³u, zanim jej kole¿anka otrz±¶nie siê ze zdziwienia i cokolwiek zrobi.
Waszym zdaniem...
Komentowanie w tym dziale dostêpne jest po zalogowaniu.