05-10-2005 22:22

Chciwo¶æ

Autor: Daniel Winnichi
Ilustracje: Ina 'Linka' Graj

Chciwo¶æ
Chciwo¶æ

Rzeczywisto¶æ siê poma³u
W ¶wiat przemienia idea³u,
W sen ze srebra i kryszta³u;

Zygmunt Krasiñski
„Przed¶wit” (w. 111-113)


Najpierw poczuli mokry oddech, ch³ód i dreszcze, a pó¼niej jej ogrom. Na kilka miesiêcy to ona zapanowa³a nad Starym ¦wiatem. Zaatakowa³a z ca³± w¶ciek³o¶ci± i okrucieñstwem. Ostre jak szpile zêbiska k±sa³y ludno¶æ bez lito¶ci, nios±c ze sob± skowyt wiatru i jêki bezbronnych. Na szczê¶cie atak by³ równie krótki, co zaciek³y. Nietkniêta przez ¿adn± si³ê przeby³a zniszczone ziemie i pola bitew, zostawiaj±c za sob± bia³± pelerynê. Przynios³a zapomnienie i ciszê. Wojaków, niczym o³owiane figurki, odstawi³a do ciep³ych koszar; ch³opstwo pozbawione zajêæ wraz z robactwem zaleg³o w cha³upach, tam wygl±daj±c wiosny.

Inaczej przywitali j± panowie szlachta. Ryk ¶miechu i ujadanie psów goni±cych za rozpêdzonymi kuligami niós³ siê daleko po ciemnych borach. Wino i huk wystrza³ów pozwala³y zapomnieæ o martwotcie zimy na kilka chwil. „Zapomnijmy, bracia”- krzyczeli panowie, ale nawet oni nie byli w stanie rozbudziæ ospa³ej natury. Gas³y ogniska, milk³y ¶piewy, las znów ton±³ w mroku.

To by³a zima, o jakiej marzyli wierszokleci. Nadworni arty¶ci wra¿liwi na otaczaj±ce ich piêkno piali z zachwytu. Ka¿dy z nich pragn±³ uchwyciæ, zatrzymaæ jej urodê dla siebie, choæby na moment przytuliæ jej doskona³e kszta³ty. Bili uk³ony przed najpiêkniejszymi dniami roku. Niewa¿ny gryz±cy mróz i zawierucha, gdy w zamku by³o tak spokojnie. Znika³y pod pierzyn± ¶niegu nabrzmia³e cia³a, dla których nie starczy³o miejsca pod ziemi±. Nie straszy³y zwêglone zgliszcza gospodarstw. ¦wiat zapomina³.

Niestety, jego mieszkañcy nie pod±¿ali za sw± ³askaw± Pani±. Nawykli do gwa³tów i rabunku, nie porzucili wilczych skór. Zakorzenione w prostym ludzie chwasty z³a rozkwita³y bujnie. Wielkie ptaszyska kr±¿y³y nad ich g³owami, wabione zapachem ¶mierci. Nie g³odowa³y tego roku, a mimo to nie by³o im dosyæ. Zupe³nie jak ludziom. Pani Natura zawiod³a siê na nich.

***

Poluj±ce przy ruinach klasztoru sowy zachichota³y, rozpoznawszy nadchodz±c± postaæ. Rozsiad³y siê na drzewach i wlepi³y weñ ¶lepia. Zmierzcha³o ju¿, kiedy m³ody Udo Johannes stan±³ przy zniszczonych murach. K³êby pary raz po raz ulatywa³y z ust ch³opca. Ptaki umilk³y i obserwowa³y w ciszy. Udo spostrzeg³ je i schyli³ siê po gar¶æ ¶niegu. Wiatr wdar³ siê pod dziurawy kubrak i dmuchn±³ w opoñczê, a zaraz po nim mróz przeora³ ods³oniête cia³o. Bia³a kula zatoczy³a ³uk i bryznê³a w oburzone ptaszysko. Reszta zerwa³a siê z ga³êzi i z³orzecz±c, odlecia³a. Udo - albo jak zwyk³a wo³aæ nañ wiêkszo¶æ - Szczapa, zosta³ sam. U³o¿y³ pakunek na brzuchu i z kolanami pod brod± rozsiad³ siê przy ruinach. Czeka³. Noc cicho i powoli skrada³a siê za jego plecami. ¦ci±gn±³ grube rêkawice. Mróz zaatakowa³ ze zdwojon± si³±. Jeszcze raz przejrza³ zawarto¶æ sakwy. Uda³o mu siê zebraæ nieca³± po³owê rzeczy z listy, któr± u³o¿y³a Ciotka. Bêdzie w¶ciek³a i na pewno oberwie od niej kijem. Wpakowa³ wszystko z powrotem. Mimo ch³odu robi³ siê coraz bardziej senny.

Ocuci³ go szept. Cichy i ulotny. Zerwa³ siê na nogi i rozejrza³. Wszêdzie tylko drzewa i biel. Odwróci³ siê. Teraz by³o ukryte, ale dobrze wiedzia³, gdzie ono siê znajduje. Niedaleko st±d, pod warstw± ¶niegu le¿a³o wej¶cie do piwnic. Czy to stamt±d dobieg³ g³os? Czy tylko mu siê wydawa³o? Nienawidzi³ tego miejsca. I nie musia³ wcale podchodziæ, by siê przekonaæ, co to by³o.

„Niebawem przyjdzie Zezowaty – us³ysza³ w g³owie. - Je¶li tego nie sprawdzisz, znów oka¿esz siê tchórzem”.

Gdy tylko zbli¿y³ siê do piwnic, przez mróz i ¶nieg przebi³ siê kwa¶ny odór zgnilizny. Pod stopami mia³ nieskoñczenie d³ugie, krête jak glisty korytarze. Kto wie, dok±d prowadzi³y? Przeszukiwali opuszczone wie¿e i twierdze w okolicy, ale nigdy nie odwa¿yli siê zej¶æ pod ziemiê. Nie tutaj. Za czêsto s³ysza³o siê historie o g³osach zmar³ych uwiêzionych pod ziemi±. Pamiêta³ opowie¶æ Sapiehy o kobiecie stamt±d i jej cichym g³osie prosz±cym o pomoc. Sapieha rzadko jednak mówi³ prawdê. Mo¿e s³ysza³ wtedy tylko w³asne sapanie? Grubasy lubi± wymy¶laæ ró¿ne historie, byle tylko kto¶ ich polubi³.

- Wystarczy, ¿eby¶ nie by³ takim g³upim, sk±pym dziadem, a te wszystkie historyjki nie bêd± ci wiêcej potrzebne… I mo¿e przestaniemy wspominaæ twoj± matkê - powiedzia³ mu kiedy¶ z dobrego serca, ale grubas tak siê rozsierdzi³, ¿e musieli mu zdrowo do³o¿yæ, ¿eby siê na powrót uspokoi³.

Skrzypienie ¶niegu wyrwa³o go z zamy¶lenia. W gasn±cych oparach dnia Udo ujrza³ postaæ Zezowatego. Ka¿dy krok stawia³ uwa¿nie niczym cyrkowiec na linie, poniewa¿ jednak lina przyjaciela by³a wyj±tkowo krêta i mia³a dobrych parê jardów szeroko¶ci, wiêc Zezowaty pozwala³ sobie na drobne odchylenia. Udo poprawi³ opoñczê, nasun±³ ni¿ej kaptur i z podniesion± g³ow± czeka³. Zezowaty w po³owie drogi przystan±³, bo jaka¶ potworna si³a zgiê³a go wpó³ i zmusi³a, by zwymiotowa³ pod nogi. Wpatrywa³ siê w tê plamê kilka sekund, po czym run±³ w ¶nieg. Udo zakl±³ pod nosem i ruszy³ po niego. Pijany kompan to dobry znak. Stan±³ nad zasypiaj±cym przyjacielem.

- £adnie siê pan urz±dzi³ - wypowiedzia³ pe³nym zmartwienia tonem. Chwyci³ go pod ramiona i d¼wign±³.- Mów teraz, za co¶ siê ur¿n±³, zbawco kochany, albo ciê tu zostawiê jak psa!- krzykn±³ mu w twarz.

Smród spirytusu miesza³ siê z ostr± woni± wymiocin. Zezowaty rozchyli³ powieki. Dwa rozbiegane na co dzieñ oczka dzi¶ stanê³y na baczno¶æ.

- Wody - wybe³kota³.

- Niech ci czarownice dadz± wody, mów, co¶cie znale¼li?- potrz±sa³ nim mocno, ¿eby nie zasn±³ mu na rêkach. - Du¿o tego?

- Daj spokój, zapro… - odwróci³ g³owê i spróbowa³ wymiotowaæ, ale tajemnicza si³a ulecia³a i uda³o mu siê tylko bekn±æ. - Zaproffaæææ mie do sssiotki - wycharcza³.

- Tylko ciebie jej brakuje - odburkn±³ niezadowolony, ¿e Zezowaty przypomina³ mu o Ciotce. - Prze¶pisz siê w stodole, a rano wszystko wy¶piewasz.

Chwyci³ przyjaciela mocniej i powlekli siê w stronê wioski. Przez ca³± drogê Zezowaty odezwa³ siê tylko raz, gdy Szczapa spyta³ go o innych.

- Ciekaw jestem, czy Izydora i Sapieha wygl±daj± podobnie. £adnie ¿e¶ siê zaprawi³.

Zezowaty natychmiast otworzy³ oczy, ale nie podniós³ g³owy. Udo nie móg³ zobaczyæ wyrazu jego twarzy.

- On...? Sapieha tam zosta³ - rzuci³ szybko.

- Co? Zostawili¶cie tego szakala z ³upem? - szarpn±³ przyjacielem, ale ten nie reagowa³.- Chocia¿… - doda³ po chwili. - Mo¿e to i lepiej, bo ka¿dego, kto siê tam zakradnie, przep³oszy samo sapanie tego ¿ar³oka. No nie? - niezra¿ony milczeniem kompana szepta³ przez chwilê do siebie. - Musia³o byæ tego sporo, je¶li nie dali¶cie rady wzi±æ wszystkiego. Cholera, komu to opchn±æ? Mo¿e raz na zawsze uwolniê siê od tej starej jêdzy?

To marzenie jednak by³o zbyt wielkie, ¿eby o nim mówiæ, wiêc zamilk³.

Z oddali dobiega³o ujadanie psów. Noc owinê³a ich swym p³aszczem i poprowadzi³a bezpiecznie pod same drzwi. Szczapa z ulg± rzuci³ nieprzytomnego przyjaciela w siano. Przez chwilê sta³ nad nim, masuj±c obola³e ramion.

Zamkn±³ drzwi stodo³y i kucn±³ przy Zezowatym. D³onie delikatnie namaca³y zgrubienie na brzuchu. Skostnia³e z zimna palce pracowa³y powoli i niezdarnie. Rozchyli³y sznurowad³a i wpe³z³y pod koszulê. Oczy bezustannie lustrowa³y twarz ¶pi±cego. Chwyci³ sakwê i ostro¿nie wydoby³.

- Tak na wszelki wypadek - szepn±³ i czmychn±³ siê na podwórze.

Woreczek by³ pe³en monet, starych i cuchn±cych, ale na pewno sporo wartych. W ¶wietle ksiê¿yca nie móg³ dobrze rozpoznaæ szlachetnych profili na nich wyt³oczonych, ale czu³ pod palcami zarysy d³ugich bród. Nie by³o czasu d³u¿ej siê nimi cieszyæ - Ciotka mog³a go tutaj nakryæ. Wygrzeba³ do³ek, dwa pieni±¿ki ukry³ za pazuch±, resztê zakopa³. Wszed³ do chaty. Ciep³o paleniska rzuca³o s³abe ¶wiat³o na le¿±c± postaæ starej. Ju¿ w sieni s³ysza³ jej chrapanie. Spa³a jak zabita. Jednak gdy uchyli³ drzwi, przywita³y go dwa czerwone ¶lepia ukryte pod jej ³ó¿kiem. Wszed³ do ¶rodka. Ciotka przesta³a chrapaæ i teraz us³ysza³ ciche warczenie.

- Zamknij siê, Patyk - sykn±³, ale to jeszcze bardziej rozjuszy³o zwierzê.

Warczenie przesz³o w pe³ne w¶ciek³o¶ci bulgotanie. Gruby jak beczka borsuk powoli gramoli³ siê spod ³ó¿ka. Szczapa cofn±³ siê do drzwi. Spojrza³ na Ciotkê. Wpatrywa³a siê w niego. Wzrok mia³a nieprzytomny. Poczu³, ¿e serce mu staje, a potem zaczyna waliæ jak szalone. Patyk podniós³ ³eb. Ciotka usiad³a na ³ó¿ku. W migocz±cym ¶wietle paleniska wygl±da³a jak zbudzony upiór. Niesamowicie sucha, ³ysa wied¼ma. Odwróci³ g³owê. S³ysza³, jak wypowiedzia³a s³owo w jêzyku, którego nie rozumia³, a kiedy znów na ni± spojrza³, patrzy³a w sufit, znowu le¿±c w bar³ogu. Warczenie ucich³o, ogieñ przygas³. Zrobi³o siê pusto i cicho. Szczapa zwin±³ siê na pod³odze. Zmêczony d³ugim marszem ostatnich dni i podnieceniem dzisiejszego wieczora, zasn±³ natychmiast. Z lasu nadlecia³y sowy. Zatoczy³y ko³o nad chat± Ciotki, po czym rozsiad³y siê na dachu stodo³y i tam czeka³y ¶witu.

- Zbud¼ siê, ch³opcze – dotar³o do niego. Zignorowa³ ten g³os. – Wstañ¿e no ju¿ – poczu³ silne szarpniêcie, którego nie móg³ zlekcewa¿yæ.

Otworzy³ oczy. Izbê chaty wype³nia³ szary blask poranka i przejmuj±cy do ko¶ci ch³ód. Ciotka potrz±sa³a nim jak kuk³±.

- Chod¼ ze mn± - wyczuwa³ w jej g³osie gniew, który nie pozwoli³ mu zwlekaæ.

- Co siê sta³o? - spyta³, ale ju¿ zrzuca³ wygrzane przez noc futra i zbiera³ siê do wyj¶cia.

Ciotka nie odpowiedzia³a. Chyba to by³ jeden z nielicznych wypadków, kiedy nie mia³a nic do powiedzenia. Po prostu pokaza³a mu zw³oki. Nie widzia³ twarzy. Wystarczy³a rêka. Sztywna i bia³a jak ko¶æ, stercz±ca spod siana. Nie chcia³ p³akaæ przy Ciotce.

- Dlaczego on nie ¿yje?- wtuli³ siê w jej chudy brzuch i nie próbowa³ powstrzymaæ ³ez.

- Nie wiem, mo¿e by³ chory? - odsunê³a go od siebie. - Id¼ do domu.

- To przeze mnie. On mówi³, ¿ebym go do ciebie zaprowadzi³, ale ja nie wiedzia³em, ja nie chcia³em… - nie dokoñczy³.

- Id¼ ju¿, powiedzia³am - przerwa³a ostro.

Ciotka zjawi³a siê dopiero pod wieczór. Tak jak kaza³a, ca³y czas siedzia³ w domu. Nie wyszed³by, nawet gdyby go wygania³a. S³ysza³ krzyki i zawodzenie matki Zezowatego. Ojciec wyzywa³ wszystkich i obra¿a³. Gdzie¶ w¶ród tych wrzasków kto¶ pyta³ o grubego Sapiehê. Nie by³o jednak odpowiedzi. Sam te¿ jej nie zna³. Ostatnie s³owa Zezowatego wyda³y mu siê dziwnie dwuznaczne: „Sapieha tam zosta³”. Pó¼niej wszystko umilk³o. Ci, którym starczy³o chêci, w ten mro¼ny poranek poszli po¿egnaæ Zezowatego krótk± modlitw±. Gdy ju¿ rozeszli siê do domów, ojciec wykopa³ dó³ na tyle g³êboki, na ile pozwala³a zmarzniêta ziemia i samotnie zakopa³ cia³o.

Udo patrzy³ na Ciotkê i czeka³. Krz±ta³a siê po izbie. Przygotowa³a jad³o, nakarmi³a Patyka, sama co¶ skubnê³a i dopiero wtedy odezwa³a siê do Szczapy. W rêku trzyma³a sakwê.

- Nie za wiele mi tego przynios³e¶ - znów ten sam suchy ton. Pominê³a ¶mieræ przyjaciela jak co¶ b³ahego. Dra¿ni³a go, czu³ gniew pal±cy wnêtrzno¶ci. Nie chcia³ teraz rozmawiaæ o jej g³upich zachciankach.

- Przynios³em tyle, ile znalaz³em - wycedzi³ przez zêby.

- Zachowuj siê - burknê³a, czyszcz±c futro Patyka. – Widzia³am, ile znalaz³e¶ i wcale mi siê to nie podoba. Z rana wyruszysz znowu.

Nigdy siê nie sprzeciwia³ i tym razem by jej pos³ucha³, ale nie móg³ pozwoliæ, by tak bardzo lekcewa¿y³a ¶mieræ Zezowatego.

- Nie – odpowiedzia³.

Przesta³a g³askaæ borsuka. Patyk zerwa³ siê natychmiast i rzuci³ na ch³opca. Szczapa nawet nie zd±¿y³ wstaæ, widzia³ tylko czarn± kulê futra pêdz±cego na niego z obna¿onymi k³ami. Wielkie cielsko skoczy³o mu na pier¶, grube pazury rozdar³y koszulê i wpi³y siê w cia³o. Gdyby nie zd±¿y³ siê zas³oniæ, bestia z pewno¶ci± rozerwa³aby mu gard³o. Zapar³ siê, krople ¶liny ¶cieka³y po rêkach na szyjê.

- Zabierz go, zabieeerz - piszcza³. Czu³, jak Patyk zbiera si³y; czu³ w³asne, s³abn±ce z bólu miê¶nie, zbyt s³abe, by powstrzymaæ zwierzêc± furiê. Widzia³ Ciotkê. Pe³en pogardy u¶miech wróci³ na jej wargi. Borsuk bulgota³ i dr¿a³ z podniecenia.

- Nie - odpowiedzia³a parodiuj±c go.

Patyk warkn±³ i podwoi³ zapa³. Jego ¶lepia b³yszcza³y z podniecenia. D³ugo na to czeka³. Przedar³ siê przez d³onie ch³opca. Ch³opak zacisn±³ powieki. „Zje mnie! Zje! Zje!”- chcia³ krzyczeæ, ale ju¿ nie móg³. Nie poczu³ zalewaj±cego mu uda moczu, tylko powoli mia¿d¿±cy jego krtañ u¶cisk. Nie s³ysza³, kiedy Ciotka zawo³a³a zwierzê. Patyk pu¶ci³ i podczo³ga³ siê do niej niczym skarcony szczeniak. Patrzyli na Szczapê w milczeniu, czekaj±c na choæby jedno s³owo sprzeciwu. Rany na szyi i piersi pali³y go od ¶liny Patyka, ale bardziej dokucza³ mu wstyd. Wstydzi³ siê w³asnego strachu, dreszczy i ³ez. Chcia³ ukryæ siê przed ich wzorkiem, wcisn±æ pod ³ó¿ko i p³akaæ. Usiad³. Wytar³ siê, zas³oni³ spodnie i przeprosi³.

- Wiecznie to samo, upokarzasz siê przede mn±, zachowujesz jak dziewucha i gardzisz moimi naukami. Nie chcesz byæ mê¿czyzn±, zachowujesz siê jak… - próbowa³a znale¼æ odpowiednie s³owa, ale da³a za wygran± i machnê³a rêk±. - Na co ja siê ubra³am w taki k³opot? Przynie¶ drewna. Rano powiem, czego potrzebujê.

Szybko przetar³ dok³adniej spodnie i wyszed³. Gdy wróci³, Ciotka ju¿ spa³a. Nie widzia³ Patyka. Zanim wyruszy rano, musi pomówiæ z Izydor±. Ona jedna wie, co tam siê sta³o. Nie mia³ co i¶æ do jej chaty, bo na pewno stamt±d uciek³a, znajdzie j± u drwala.

Siekierka trzyma³ siê z dala. Mieszka³ sam w cha³upie nad Czarnym Potokiem i nie darowa³ nikomu, kto zjawi³ siê tam bez jego przyzwolenia. Szczapa wola³by nie wchodziæ wielkiemu jak nied¼wied¼ drwalowi i jego psom w drogê. Wdrapa³ siê na drzewo nie bli¿ej ni¿ piêtna¶cie jardów od chaty i spokojnie nawo³ywa³ dziewczynê umówionym sygna³em. Je¶li Siekierka pozwoli jej wyj¶æ, to z ni± pomówi. Je¶li nie, to nie ma co siê nara¿aæ. Kto¶ uchyli³ okiennice i w ¶wietle lampy Udo dojrza³ wychudzon± twarzyczkê. Dziewczyna wystawi³a g³ówkê i spoziera³a w otaczaj±cy j± mrok. Szczapa ostro¿nie zbli¿y³ siê do chaty. Nie podejrzewa³, ¿e Izydora bêdzie chcia³a mu sp³ataæ brzydkiego figla, ale te¿ nie da³by za ni± funta k³aków. Siekierka móg³ dla zabawy przyczaiæ siê w ¶rodku i przetrzepaæ mu skórê, gdy tylko siê zbli¿y. Dziewczyna wypatrzy³a skradaj±c± siê postaæ. Rozpozna³a go ³atwo. Ch³opak zawsze by³, je¶li nie tchórzliwy, to na pewno mocno ostro¿ny.

- Nie bój siê, Siekierka poszed³ do wsi! – zawo³a³a. - Psy polecia³y za nim.

Szczapa wyprostowa³ siê i z wypiêt± piersi± ruszy³ ¿wawym krokiem, kiedy jednak siê zbli¿y³, widaæ by³o na jego twarzy niezdecydowanie.

- Chod¼ szybko, bo zimno - ponagli³a.

„Niech j± bogowie pokaraj±, je¶li ten w¶ciek³y rudzielec tam siedzi”- przekl±³ w duchu i przyspieszy³. Nipotrzebnie jednak siê obawia³. Izydora u¶ciska³a go na progu i poci±gnê³a do ¶rodka. Przyjrza³ jej siê uwa¿nie. Nie by³a piêkna, ale i tak jej po¿±da³. Cia³o chude, w³osy prawie bia³e i do tego z³amany nos. Nagie cia³o przystroi³a koszul± drwala.

- Ca³e szczê¶cie, ¿e¶ siê zjawi³ - by³a wystraszona i bliska p³aczu, nie wypuszcza³a jego d³oni - Siekierka poszed³ ugadaæ siê z tym psem karczemnym i do tej pory nie wróci³. Mo¿e siê popili, ale ja to mam z³e przeczucia. Jak co mu zrobi±, to bêdzie moja wina. G³upia, ¿em go namówi³a... - gada³a bardziej do siebie, wiêc on nie za wiele z tego rozumia³.

- Powoli, Izydora. Powiedz, co siê tam wydarzy³o i co z Siekierk± - czy w ka¿dej chwili mo¿e nadej¶æ?- stara³ siê mówiæ jak najspokojniej, ale s³owa ulatywa³y z niego jak z pêkniêtej beczki.

- Nie martw siê o Siekierkê, ja z nim pomówiê, jak przyjdzie. Czy to prawda, co gadali, ¿e Zezowaty u ciebie w chacie ducha wyzion±³?

Usiad³a blisko przy nim. Bia³a jak mleko pier¶ wychynê³a zza jej koszuli. Poczu³ mrowienie na karku, przez chwilê walczy³ z tym i próbowa³ odwróciæ wzrok, ale podda³ siê. Fala gor±ca rozla³a siê z ¿o³±dka i dotar³a w ka¿dy zakamarek jego cia³a. Chata zrobi³a siê dziwnie ciasna, us³ysza³ przyzwolenie, miêkki szept gdzie¶ z wnêtrza. Izy zas³oni³a siê. Po¿±danie prys³o. Zapina³a koszulê, nie przestaj±c zerkaæ na jego zalan± rumieñcem twarz. Zacz±³ mówiæ.

- W stodole, sam go przyprowadzi³em. By³ zalany w sztok, plu³ du¿o i narzeka³, ale sk±d mia³em wiedzieæ, ¿e jemu a¿ tak ¼le? My¶la³em - nawalony i tyle. Powiedz, co tam siê nawyrabia³o? Gdzie jest Sapieha?

Dziewczyna zesztywnia³a na wspomnienie grubasa. Spojrza³a mu w oczy, nie móg³ jednak oderwaæ wzroku od jej ods³oniêtej piersi, póki siê nie zakry³a.

- Co ci powiedzia³ Zezowaty? - spyta³a i poczu³, ¿e ¶ciska mocniej jego d³oñ.

- Nic nie powiedzia³. Sapieha zosta³ i tyle.

Szczapie serce wali³o jak m³ot, wszystko jakie¶ to dziwne siê porobi³o, przerasta³o go, nie móg³ o tym jasno my¶leæ.

- Zosta³? Nic wiêcej? - prawie krzyknê³a.

- Ani s³owa. No mów ty w koñcu. ¯yje? - tym razem on zapatrzy³ siê w jej twarz, staraj±c siê wychwyciæ to, czego nie wypowiedz± usta. Przez moment milcza³a, twarz jej pogr±¿a³a siê w coraz wiêkszym smutku i bole¶ci. Wiedzia³ ju¿, ¿e Sapieha nie ¿yje.

- Mieli¶my siê udaæ do Wie¿y Kruka, planowali¶my to ju¿ od dawna i kiedy tylko mrozy zel¿a³y, postanowili¶my j± podej¶æ. Szli¶my starym szlakiem i wszystko zapowiada³o siê jak najlepiej, ale przy samym Kruku znale¼li¶my brodacza.

- Mówisz prawdê? Brodacz? Jak wygl±da³?

Znikn±³ na moment obraz rêki Zezowatego i wszystkie zmartwienia.

- Wygl±da³ na martwego. Lisie futro, które nosi³, mia³ w strzêpach, a wszêdzie wokó³ ¶nieg zbryzgany by³ juch±, ale kiedy otworzy³ oczy… Przypomnia³y mi siê wszystkie historie, które Ciotka opowiada³a o strzygach i wampirach - mówi³a, ¿e ich splugawione dusze nale¿± ju¿ do tych strasznych bogów i to oni w nich ju¿ mieszkaj±. Tak by³o, gdy spojrza³am na niego. Wydawa³o siê, ¿e w jego oczach czai siê co¶ innego, co¶ z³ego i znacznie starszego. Patrzy³ nimi prosto w serce. Nie wiem, jak nas dojrza³, po prostu ¶ci±gn±³ zêbami rêkawicê z lewicy i pokaza³ pier¶cieñ. Szczapa, gdyby¶ widzia³ kamieñ w nim osadzony: wielki i czerwony jak tylko czerwona mo¿e byæ krew. Sapieha wyrwa³ siê pierwszy. Widzia³am, ¿e siê ba³, ale przemóg³ lêk i podszed³ do brodacza. Pochyli³ siê nad tym odmieñcem i s³ucha³ jego szeptów. Nie wiem, o czym mówili, ale gdy skoñczyli, Sapieha zawo³a³ nas i powiedzia³: „Krasnolud obieca³ z³oto, je¶li wniesiemy go do Kruka. Jest tam ukryte tego tyle, ¿e uczyni nas bogatymi dziedzicami”. Potrzebowa³ naszej pomocy. Ale wtedy w³a¶nie przyjrza³am siê jego oczom - zimne, szare szczyty gór. Wierz mi albo nie, ja czu³am od niego z³o, ¶mierdzia³ nim jak zepsute miêso.

- Powiedzia³a¶ ch³opakom?- nutka nadziei i podniecenia zab³ys³a w jego g³osie, jakby ta opowie¶æ gdzie¶ tam wci±¿ trwa³a, a zakoñczenie by³o mu nieznane.

- Wyobra¿asz sobie, Szczapa, jak oni siê cieszyli? Wy¶mialiby mnie tak samo jak mój ojciec i ka¿dy inny. Nikt nawet nie przeczuwa³, ¿e mog± byæ z tego k³opoty. Ja te¿ nie chcia³am my¶leæ inaczej. Sta³o siê, Szczapa - spojrza³a z lêkiem, jakby w obawie, ¿e jej nie zrozumie. Nie znalaz³a ni otuchy, ni gniewu, tylko ciekawo¶æ, wiêc mówi³a dalej. - Uda³o siê d¼wign±æ brodacza i wnie¶æ go do ¶rodka. Je¶li choæ na chwilê zapomnia³am o lêku, to w tej wie¿y strach obsiad³ mnie jak muchy ³ajno. Wiesz, Szczapa, ¿e nie jestem taka jak inne baby, ale w tamtych murach co¶ ¿y³o. Powinnam ich wtedy ostrzec, byæ mo¿e Sapieha by³by tutaj dzisiaj - gor±cy strumyk ³ez pop³yn±³, przeora³ policzki i kapa³ z podbródka.- Udo, co ja biedna mog³am zrobiæ? Wiesz, jak zach³anny jest Sapieha, a i Zezulec nie by³ wtedy lepszy - ca³y czas pytali brodacza o z³oto, przypominali o obietnicy. Pytali, czy ma honor. Gdym nawet poprosi³a ich, ¿eby uciekali, nie na wiele by siê to zda³o. Krasnolud przytakiwa³ na ich skomlenia i kaza³ prowadziæ siê coraz g³êbiej w lochy. Po jakim¶ czasie nawet oni przestali siê odzywaæ, ale by³o ju¿ za pó¼no, ¿eby siê wycofaæ. W koñcu powiedzia³, ¿e dotarli¶my. Wci±¿ kula³ i sapa³, ale pewnie dlatego, by zmyliæ nasz± czujno¶æ. Rozejrza³am siê. Otoczeni ciemno¶ciami, stali¶my w ka³u¿y wody - cuchn±cej jak ca³e to miejsce - po¶rodku d³ugiego, cichego korytarza i zimnych ¶cian przed gnij±cym drewnem, które kiedy¶ by³o drzwiami. Krasnolud wydoby³ przypiête do pasa kó³ko z kluczami i podszed³ do drzwi. Pamiêtam zgrzyt zamka, skrzypienie drzwi i z³oto. By³o go mnóstwo. Zapomnieli¶my o brodaczu i strachu. Rzucili¶my siê jak zwierzêta. Ka¿dy wciska³ do sakwy, ile móg³. Nagle Sapiehê przes³oni³ cieñ, brodacz sta³ za nim i chichota³. Us³ysza³am szamotaninê za plecami. W pomieszczeniu by³y drugie drzwi, na które nikt wcze¶niej nie zwróci³ uwagi. Przez uchylon± szczelinê dojrza³am twarzyczki. Ma³e dzieci przygl±da³y siê grubasowi. Rozwar³y drzwi szerzej i zaczê³y pe³zn±æ. Zaroi³o siê od patykowatych r±czek i ³ysych g³ówek. Suche i martwe, a jednak ¿ywe i wyg³odzone. Wykrzywia³y twarzyczki, otwiera³y usta, ale nie dobywa³ siê z nich ¿aden d¼wiêk. Krasnolud chwyci³ wci±¿ poch³oniêtego z³otem Sapiehê i rzuci³. Zaczê³am wrzeszczeæ. Malutkie r±czki rwa³y jego ubranie, a pó¼niej cia³o. Sapieha patrzy³ na nas i b³aga³, aby przesta³y. Ma³e z±bki odgryza³y po kawa³eczku i napycha³y policzki. Brodacz nawet nie próbowa³ nas ³apaæ, sta³ wpatrzony w sufit i rechota³.

Izydora patrzy³a gdzie¶ daleko ponad nim, widz±c sobie jedynie znane obrazy.

- Pozwoli³ wam uciec? - szept ch³opca pomóg³ dziewczynie wróciæ z lochów pod Krukiem.

- Dziwi ciê to? - s³owa wydobywa³y siê z niej z trudem. - Mamy jego z³oto, o to mu chodzi³o…

Ujadanie psów postawi³o ich na nogi.

- To Siekierka wraca! – krzyknê³a Izy.

- O bogowie, muszê wiaæ - Szczapa rzuci³ siê do drzwi.

- Czekaj, nie bój siê, ja mu wszystko powiem, nie bêdzie z³y - jej b³agalny ton zatrzyma³ go na chwilê...

- Z³y mo¿e nie, a i tak dostanê - …ale tylko na chwilê. Drzwi z ³omotem zatrzasnê³y siê za nim.

Wiatr i ¶nieg uderzy³y z ca³ych si³, Udo zatoczy³ siê, nie przygotowany na taki atak. Ujadanie narasta³o. Brn±c niemal¿e po omacku, uszed³ spod chaty w las. Do g³osów szczekania dosz³y ludzkie ¶miechy. Ukryty na starym dêbie, obserwowa³ nadchodz±ce postacie. Pozna³ tylko drwala, bo psy kr±¿y³y przy nim i obszczekiwa³y z rado¶ci±. Doszli do chaty. Ogary natychmiast wyczu³y ¶wie¿y trop, nie powstrzyma³y ich ¿adne nawo³ywania, rzuci³y siê do kryjówki Szczapy. Siekierka machn±³ na nie rêk± i odwróci³ siê do drzwi. Jego kompani tylko na to czekali. Szczapa nie baczy³ na psy, ca³± uwagê skupi³ na chacie. Jedna z postaci zamachnê³a siê i uderzy³a drwala w kark. ¦nieg sypa³ zbyt gêsto, aby móg³ dojrzeæ, czym napastnik grzmotn±³ Siekierkê. Udo widzia³ tylko cia³o osuwaj±ce siê pod nogi oprawców. Serce mu zamar³o, nie móg³ nic zrobiæ, bo psy rozszarpa³yby go na kawa³eczki. Dziewczyna na pewno im otworzy. Nic siê jednak nie dzia³o. Musia³a za³o¿yæ skobel. Ten, który waln±³ drwala, napar³ na drzwi, ale pozosta³y zamkniête. Psy znieruchomia³y, nas³uchiwa³y. Kto¶ inny kopn±³ w drzwi. Ogary rzuci³y siê ze spó¼nion± pomoc± do domu. Wszyscy rzucili siê do walki. Dla Szczapy to by³a jedyna szansa, ¿eby wyratowaæ Izy. Zeskoczy³ w zaspy. Psy broni³y siê zaciekle, Siekierka sam je odchowa³. Przedar³ siê ko³o walcz±cych niezauwa¿ony. Zatrzyma³ siê tylko na moment, by zerkn±æ na drwala. Czarny kwiat krwi wyrós³ wokó³ stygn±cego trupa. Przyspieszy³. Podbieg³ do chaty od ty³u. Przez otwarte okiennice s±czy³o siê ¿ó³te ¶wiat³o lampy. Widzia³ dziewczynê tylko przez chwilê, kiedy znika³a pod os³on± zamieci. Nogi mia³ jak z kamienia, dr¿a³ z zimna. Powinien wróciæ do Ciotki, Izy by³a ju¿ bezpieczna. Jest przecie¿ cwana jak stary kocur, je¶li siê ukry³a, to nie sposób bêdzie j± odszukaæ. Ale Zezowaty i Sapieha nie ¿yj±, umarli przez z³oto, które teraz mia³ on. Je¶li co¶ przeklê³o te monety, mo¿e nie byæ dla niego ratunku. Szczekanie - uciête jednym piskiem – ucich³o i zrobi³o siê potwornie cicho. Udo zacz±³ biec. Pod±¿aj±c znikaj±cym tropem, dogoni³ dziewczynê. By³a blada z przera¿enia. Nie mog³a uciekaæ, sta³a oparta o drzewo, walczy³a o ka¿dy oddech. Gdy go us³ysza³a, rozp³aka³a siê.

- Zostawcie… - zakry³a twarz, jakby maj±c nadziejê, ¿e nie widz±c swych prze¶ladowców, jest bezpieczna.

-To ja, Izy - szepn±³.

Strach ulotni³ siê, a na twarz wróci³ b³ogi u¶miech.

Bogowie, jak siê cieszê! My¶la³am, ¿e to oni- mówi³a z przerwami, rozdygotana, wci±¿ walcz±ca o powietrze.

- Kto to, Izy? Kto by³ z Siekierk±?

- To karczmarz, pozna³am jego g³os. On i jego synkowie przyszli po z³oto. Powiedz mi, Udo - zauwazy³, ¿e zwróci³a siê doñ po imieniu - czy… - prze³knê³a ¶linê - czy on ¿yje? S³ysza³am go, jak ¶mia³ siê do nich i wo³a³ psy, ale pó¼niej ju¿ nic nie mówi³, tylko pieski tak strasznie ujada³y.

- Nie wiem, Izy, widzia³em, ¿e go uderzyli, nie wiem - sk³ama³.

- Przyszli po z³oto, wszyscy chc± je tylko dla siebie.

Nie patrzy³a na niego, wiêc nie widzia³a rumieñców wstydu na policzkach Szczapy.

- Chod¼my, musimy uciekaæ. Mo¿e ruszyli naszym tropem - wyrzuci³ z siebie, bo by³o to pierwsze, co przysz³o mu do g³owy, by zmieniæ temat. - Izy? - nie reagowa³a - Izy! - krzykn±³.

- Hê? - odwróci³a powoli g³owê.

- Co siê sta³o?

- Nic, chod¼my - i doda³a co¶, od czego przesz³y go ciarki. - Zdawa³o mi siê, ¿e co¶ tam stoi.

- Jak to: co¶? – spyta³, lecz ona ju¿ ruszy³a, wiêc pobieg³ za ni±.

- Nic, przywidzia³o mi siê - odpowiedzia³a szybko.

Resztê drogi przebyli w milczeniu. Udo dezwa³ siê dopiero, gdy stanêli przed cmentarzem.

- Co my tu robimy? – spojrza³ na Izy.

- Zabiorê st±d moje monety i uciekniemy. Masz swoje?

- Co? - nie wiedzia³ przez chwilê, co dziewczyna ma na my¶li, mówi±c „swoje”, ale szybko przypomnia³ sobie o sakwie Zezowatego. - Nie, to znaczy nie mam ze sob±. Ukry³em je.

- Dobrze - przytaknê³a, ale my¶lami by³a ju¿ daleko.

Brama by³a zamkniêta, wiêc musieli wspi±æ siê na mur. Izydora nie tylko by³a cwana, ale i zrêczna jak kot. Namaca³a szczeliny w kamieniach i w³o¿y³a w nie palce. Wspina³a siê powoli i pewnie. Szczapa patrzy³, jak znika po drugiej stronie. Znów zosta³ sam. Dooko³a by³o zupe³nie cicho, ¶nieg przesta³ ju¿ sypaæ i wiatr os³ab³. Wyda³o mu siê, ¿e stoi w jakiej¶ szczelinie. Gdzie¶ pomiêdzy tym, co by³o kiedy¶ jego ¿yciem, a tym, co ma nast±piæ. Dla Szczapy mur nie stanowi³ problemu, wiêcej uwagi po¶wiêci³ na wyryty napis: „Pozwól mi spoczywaæ w spokoju”. S³owa by³y dla niego nie pro¶b±, a przestrog± - g³o¶no bij±cym dzwonem, którego powinien by³ us³uchaæ. Przechodz±c przez ten mur, pokonywa³ przeszkodê, do której nigdy nie powinien siê zbli¿yæ. Po drugiej stronie czeka³ na niego przyjaciel.

Siedzia³ skulony w kucki z nogami pod brod±, spogl±da³ na nich i ko³ysa³ siê. Blady jak prze¶cierad³o trup Zezowatego. Szczapa spojrza³ na Izydorê. Mia³ nadziejê, ¿e ona tego nie widzi i ¿e on sam jest w chacie Ciotki i ¶ni ten koszmar, ¿e to nie jego martwy przyjaciel patrzy nañ pustym wzrokiem. Ale ona te¿ go widzia³a. Tylko dr¿enie rozchylonych warg i oczy zdradza³y jej strach. Reszta cia³a by³a zbyt przera¿ona, by zareagowaæ. Zezowaty poruszy³ siê i w jego oczach pojawi³ siê b³ysk zaciekawienia, jakby dopiero teraz ich dojrza³.

- Zimno mi - wyszepta³ i nagle obojêtny dot±d wyraz twarzy zmieni³ siê w dziki i zwierzêcy. Zacz±³ wêszyæ. Uniós³ g³owê i raz za razem poci±ga³ nosem. Podniós³ siê. Stan±³ przygarbiony z podniesion± g³ow±, nie przestaj±c wêszyæ. Spojrza³ na Szczapê i Izy. Ci nie mogli nawet drgn±æ. Zupe³nie jakby ich cia³a znajdowa³y gdzie indziej. Mogli tylko patrzeæ, jak Zezowaty podnosi siê i skrada siê do nich. S³yszeli bicie w³asnych serc, szybkie oddechy, czuli krew uderzaj±c± w skronie i skrzypienie ¶niegu pod stopami Zezowatego, ale to wci±¿ by³o gdzie¶ poza nimi. Szczapa chcia³ krzykn±æ, gdy zimne d³onie trupa dosiêg³y jego szyi. Izydora pisnê³a i uciek³a. Widzia³ przez chwilê jej bia³± sukniê i ko¿uch znikaj±cy pomiêdzy grobami, a pó¼niej by³a ju¿ tylko blada maska umarlaka przed jego oczyma. Próbowa³ walczyæ, m³óci³ piê¶ciami na o¶lep, jednak u¶cisk tylko rós³. Kolana za³ama³y siê pod nim i run±³ w ciemno¶æ. Poczu³ ból w czaszce i zobaczy³ o¶lepiaj±c± b³yskawicê, gdy wyr¿n±³ w mur. Otworzy³ oczy. Gdzie¶ z oddali us³ysza³ nawo³ywania dziewczyny. Nagle u¶cisk znik³ i wróci³a ¶wiadomo¶æ. Zobaczy³ plecy Zezowatego, który brn±³ w stronê Izydory. Widzia³, ¿e ta czym¶ macha, a kiedy uda³o mu siê skupiæ wzrok, rozpozna³ sakwê.

- Mooojeee - przeci±g³y jêk Zezowatego.

Izydora odrzuci³a sakwê daleko w cmentarz. Zezowaty odepchn±³ j± na bok i kulej±c ruszy³ w tê stronê. Szczapa podczo³ga³ siê do dziewczyny, boj±c siê wstaæ. Nagle co¶ uderzy³o w bramê. K³ódka wyl±dowa³a w ¶niegu. Brama jêknê³a pod naporem czyich¶ r±k. Na cmentarz wpad³a grupa ludzi. Szczapa rozpozna³ szynkarza i jego synów. Gdzie¶ tam w ciemno¶ciach Zezowaty zawy³ z rado¶ci - musia³ znale¼æ sakwê.

- Ubijcie stwora - rzuci³ karczmarz.

Chichot umilk³. Zezowaty dostrzeg³ swoich oprawców. Ich ¶miech przerodzi³ siê w pisk. Znale¼li go skulonego, przestraszonego, z sakw± przyci¶niêt± do piersi.

- Szczapaaaa, pooomó¿ - spróbowa³ wstaæ, mozolnie wdrapuj±c siê po murze. Co¶ uderzy³o go w twarz. Upad³ w ¶nieg. Zanim run±³ w ciemno¶æ, dostrzeg³ przez moment czyje¶ buty.

- Nie zabijajcie go! – krzykn±³ Szczapa.

Pierwszy cios by³ niecelny i min±³ czaszkê, siekiera ze¶lizgnê³a siê po uchu i ugrzêz³a w barku. Zezowaty próbowa³ wstaæ, jednak kolejne razy dokoñczy³y dzie³a. Na cmentarzu znów zrobi³o siê cicho. Karczmarz w milczeniu spogl±da³ na swoich synów, gdy ci wyjmowali sakwê z krwawych och³apów. Izydora, mimo rosn±cej pod okiem opuchlizny, uwa¿nie obserwowa³a sytuacjê. Bracia wyk³ócali siê o to, kto ma zanie¶æ sakwê ojcu. Ten my¶la³ ju¿ tylko o kolejnych skarbach. Odwróci³ siê do Szczapy i Izydory. Wci±gn±³ nosem mro¼ne powietrze i splun±³ w ¶nieg. Poczuli jakby oczy samego Randala spojrza³y w ich dusze.

- Gdzie z³oto? - burkn±³.

- Nie mamy wiêcej - odpowiedzia³a. Patrzy³a mu prosto w oczy, by³a ca³kowicie spokojna.

- Nie bêdê powtarza³ – wcisn±³ paluch pod jej brodê. - Mam tylko jedn± sakwê. Powiedz mi, gdzie jest druga, a pó¼niej zaprowad¼ minie tam, sk±d je wziêli¶cie.

- Ja mam drug± sakwê, zakopa³em j± za stodo³± Ciotki. Mo¿esz sobie wzi±æ wszystko, skoñczysz tak samo jak Zezowaty - zdechniesz jak pies, bo jest przeklête, ty durniu. Bierz je ca³e, co do monety, morderco.

Us³ysza³ z tego jedno s³owo, nie obchodzi³a go ca³a reszta. Wspomnienie z³ota karmi³o to co¶ w nim i tylko tego chcia³ s³uchaæ.

- Przyniesiesz mi je, Szczapa. Pójdziemy razem i oddasz mi wszystko, rozumiesz?- odwróci³ siê zawo³a³ na synów. - Koronka i Z³oty! Pójdziecie z dziewczyn± do cha³upy i zamkniecie j± w piwnicy, nie wa¿cie siê jej ruszyæ, bo ubijê - warkn±³, po czym doda³ ³agodniej. - To nasza ma³a królewna, wiêc uwa¿ajcie na ni±.

U¶miech wpe³z³ na twarze ch³opaków. Kiwnêli g³owami. Upaækani krwi±, z wyszczerzonymi zêbami, bardziej przypominali syte wilki ni¿ ludzi. Karczmarz, popychaj±c ch³opaka przed sob±, podprowadzi³ go pod sam± stodo³ê. Sowy ju¿ tam czeka³y. Szczapa kucn±³. Strach wpe³z³ mu na plecy. S³ysza³ nerwowe chrz±kania szynkarza. Przed sob± mia³ rozgrzebany ¶nieg i ziemiê.

- Przysiêgam, ¿e tu by³y. Zakopa³em je wczoraj i poszed³em spaæ, przysiêgam - pot wielkimi kroplami zrosi³ czo³o ch³opaka.

- S³uchaj mnie, szczeniaku – karczmarz chwyci³ go i przyci±gn±³ tak blisko, ¿e móg³ wyczuæ kwa¶ny odór rzygowin. - Mam do¶æ czekania, chcê moje z³oto i to natychmiast - warkn±³ i zamachn±³ siê piê¶ci±.

- To Ciotka! Musia³a mnie podpatrzyæ albo Patyk wywêszy³ i zabrali je. To oni, na pewno.

- Wiêc chod¼my.

Z³apa³ jeñca za ramiê i poprowadzi³ do chaty. Tam kaza³ ch³opakowi popchn±æ drzwi i weszli do ¶rodka. W izbie nie by³o nikogo. Ogieñ na palenisku dogasa³, ale wci±¿ rzuca³ wystarczaj±co du¿o ¶wiat³a, by mogli rozejrzeæ siê po pomieszczeniu. Cierpliwo¶æ karczmarza siê koñczy³a.

- Chcesz mnie oszukaæ? My¶lisz, ¿e jeste¶ spryciarz? - r±bn±³ go w twarz. Ch³opak zatoczy³ siê i upad³. - My¶lisz, ¿e mo¿esz nas oszukaæ? - wymierzy³ kopniaka w brzuch. – GDZIE – kopniak – JEST – kolejny - Z£OTO?

Chcia³ kopn±æ go znowu, ale Szczapa wczo³ga³ siê pod ³ó¿ko.

- Wy³a¼! - krzykn±³. Nachyli³ siê po niego i wtedy Szczapa zacz±³ krzyczeæ. Wyskoczy³ spod ³ó¿ka i rzuci³ siê do drzwi. Silna d³oñ chwyci³a go za ko³nierz i rzuci³a o ziemiê. Ch³opak nie dawa³ za wygran± i znów próbowa³ siê wyrwaæ.

- Ona tam jest, puszczaj, ona tam le¿y! - nie przestawa³ krzyczeæ.

- Co ty gadasz, rozum ci pomiesza³o? Przestañ wierzgaæ - uderzy³ go znowu i przycisn±³ kolanem do pod³ogi, bardziej ze strachu ni¿ chêci zatrzymania Szczapy.

- Tam jest Ciotka! - wykrzycza³ i rozp³aka³ siê.

Wci±¿ trzymaj±c kolano na piersi ch³opaka, szynkarz uniós³ futra, które zwisa³y z ³ó¿ka. Ciotka patrzy³a na niego jedynym okiem, jakie jej zosta³o. Drugie by³o ziej±c± czerni± dziur±. Kto¶ przetr±ci³ jej kark i wy³upi³ oko.

- To Zezowaty, z³oto go tutaj zwabi³o i przyszed³ po nie nawet po ¶mierci – powiedzia³ Udo z g³ow± odwrócon± w kierunku drzwi.

- Co? Co ty pleciesz? Tamtemu szczeniakowi dosypa³em za ma³o wompierza i pewnie jeszcze ¿y³, kiedy go chowali. Zamknij siê lepiej i powiedz, komu mówi³e¶ o z³ocie?

- Otru³e¶ go? – Udo zapomnia³ o Ciotce i w³asnym strachu, ca³± uwagê skupi³ na karczmarzu.

Ten opu¶ci³ z powrotem futra i wsta³. Zignorowa³ pytanie. Choæ wcze¶niej bez mrugniêcia kaza³ zabiæ Zezowatego, to teraz widok starej wyra¼nie go zaskoczy³. Poblad³ na twarzy i sapa³ g³o¶no.

- Wstawaj i mów - ponagli³ go skinieniem g³owy.

Szczapa powoli podniós³ siê na nogi. Jego wzrok wêdrowa³ teraz po ca³ej izbie, a¿ znalaz³ to, czego szuka³. Nó¿ le¿a³ tu¿ przy nim. Nawet nie próbowa³ st³umiæ gniewu, widzia³, ¿e tamten co¶ mówi i s³ysza³ wypowiedziane s³owa, ale ¿adne nic nie znaczy³o.

- Pozwól nam spoczywaæ w spokoju - wyszepta³ i rzuci³ siê po nó¿.

- Co? - karczmarz spojrza³ na ch³opaka.

Szczapa chwyci³ drewnian± r±czkê i podniós³ ostrze. Karczmarz zd±¿y³ unie¶æ rêkê i tym samym ocaliæ gard³o. Nó¿ rozci±³ przedramiê i ponownie wzniós³ siê do zadania ciosu. Tym razem jednak piê¶æ karczmarza by³a szybsza. Cios zmia¿d¿y³ ko¶æ policzkow± i odrzuci³ Szczapê na ³ó¿ko. Ten chwyci³ siê bólu jak ton±cy brzytwy, ale chwilê pó¼niej ogarnê³a go bezkszta³tno¶æ. Gdzie¶ w oddali s³ysza³ czyje¶ krzyki i przekleñstwa… Na pró¿no, wszystko sta³o siê zbyt mgliste, by nadaæ poszczególnym elementom nazwy czy imiona.

Obudzi³ go ból. Prawa strona twarzy zamieni³a siê w gniazdo rozsierdzonych szerszeni. Móg³ otworzyæ tylko lewe oko. Najpierw zobaczy³ Izydorê. Siedzia³a tu¿ przy nim wpatrzona w jego siniak.

- Uchod¼, Szczapa - g³os mia³a inny, smutny i taki zimny. – Jeste¶ dobrym ch³opcem, zostaw nas. Niebawem przyjdzie pod karczmê reszta wioski, wszyscy przyjd± po z³oto.

- Izy, co ty mówisz?

- Nie ma ju¿ Izy, nie ma ju¿ nikogo, jest tylko z³oto i umarli.

- Nie strasz mnie, o czym ty gadasz? - opar³ siê na ³okciu.

- Nie pytaj mnie, darujê ci ¿ycie. Kiedy wejdzie stra¿nik, rzucê w niego lamp±, a ty uchod¼. W stajni osiod³asz konia i popêdzisz do miasta. Zapomnij o nas, tu ludzie dawno oddali swe dusze demonom. Nadchodz± nowe dni, Udo. Z³o zostanie os±dzone i surowe ukarane. Ruszaj, dni chwa³y s± przed tob±. - Nabra³a powietrza w p³uca i wrzasnê³a: - Karczmarzu!

Do ¶rodka zajrza³ jeden z jego synów. Skinê³a na niego rêk±, by zszed³. Spojrza³a na Udo po raz ostatni i rzuci³a zapalon± lampê pod nogi nieszczê¶nika. Skowyt i p³omienie zala³y pomieszczenie.

- Zginiesz, Izy! Uciekaj ze mn± - szepn±³.

Nie odpowiedzia³a, sta³a zapatrzona w ogieñ. Wybieg³ z piwnicy. Wszêdzie by³o pe³no przera¿onych twarzy. Uciek³ z gospody i wbieg³ do stajni, tak jak mu kaza³a. Tam czekali na niego osiod³any koñ i brodacz.

- Chod¼ – przemówi³ krasnolud we wspólnej mowie. - Przed nami d³uga droga.

- Ty zabi³e¶ Sapiehê!

- Ostatniego wroga, gro¼niejszego od szczura, zabi³em, kiedy twoja matka chodzi³a jeszcze na czterech ³apach. Cz³owieka, którego nazywasz przyjacielem, zabi³a w³asna pycha albo chciwo¶æ, sam ju¿ nie wiem. Musimy ruszaæ. Pani po¶wiêci³a wiele, by ciê ocaliæ, nie mo¿emy jej zawie¶æ.

- Nigdzie nie pójdê, póki nie powiesz mi prawdy o moich przyjacio³ach, Kruku, Ciotce.

- Wszyscy po¶wiêcili swoje ¿ycia w imiê bogactw, pozwolili, by demony nimi pokierowa³y. Zabijali dla nich. Nie wiem ju¿, kto zacz±³ pierwszy, nie wszystko mo¿na zgoniæ na stare z³o. Ta jesieñ by³a dla was ciê¿k± prób±. Teraz nadszed³ czas, by powstaæ przeciwko nocy i wypleniæ jej truj±ce ziarna. Chcesz zostaæ? Wiêc zostañ. Musisz opowiedzieæ siê po jednej ze stron - siêgn±³ do worka i wydoby³ sakwê Zezowatego. – Masz! - rzuci³ mu pod nogi. - Wybieraj.

Szczapa schyli³ siê po z³oto. Twarz krasnoluda pozosta³a niewzruszona.

- We¼ je tam, sk±d wype³z³o i pochowaj – ch³opiec chwyci³ cugle i wskoczy³ na konia. Brodacz rzuci³ ch³opakowi bia³y kaptur.

- Zakryj tym twarz - uprzedzi³ pytanie.

***

Odeszli, a po nich przyszli Inni. Przywita³ ich huk rogów i pêkaj±ca ziemia. Zadr¿a³y chaty, zerwa³ siê wiatr. Najpierw ujrzeli ich twarze: nabrzmia³e, blade maski. Kilkoro z nich pojawi³o siê na skaju lasu. Stali wpatrzeni w ogarniêt± p³omieniami wioskê. Obok wyrasta³y kolejne sylwetki, poruszali siê niezdarnie, wolno. Ludzie ujrzeli ¶mieræ wype³zaj±c± z ciemno¶ci. Noc rozdar³y wrzaski strachu i bólu. Karczmarz, otoczony przez wrogów, poznawa³ twarze ludzi z³upionych przezeñ na zbójeckim go¶ciñcu. Uskakuj±c przed wyszczerzonymi zêbami swych ofiar, dojrza³ tu¿ przed ¶mierci± poro¿a jeleni gnaj±ce w ich stronê. „Piêkne”- zd±¿y³ pomy¶leæ, nim oczy zla³a krew. Nie dane mu by³o ujrzenie g³ów dzików i koz³ów przybranych w ludzkie cia³a ani nadchodz±cych kobiet.

Daleko st±d, na sennym trakcie, krasnolud szepta³ s³owa do ucha pojêtnego ucznia.

- Nadchodzi rok Hydry, ch³opcze. Sk³óceni przez wieki bogowie w koñcu zawr± przymierze i zas³u¿ona kara spadnie na niewiernych. To nasz czas, Udo.



Powi±zane z tym tekstem: Most Mgie³ - zwyciêska praca w konkursie na opowiadanie
Hans Schoenencke - wyró¿nione konkursowe opowiadanie
Opowie¶æ o Mistrzu Cia³ - krótki zimowy scenariusz w konwencji grozy
Korony, szylingi, pensy - dyskusja na naszym forum




S³owa kluczowe:

czytelnia WFRP, opowiadanie wfrp, Warhammer, WFRP

Powi±zane artyku³y:

» Pajêczyca
» Zapisane w gwiazdach
» ¦wiêtoszek
» Eloisa
» Melisanda

Powi±zane noty:

» Warhammer Fantasy Roleplay 3 ed. - Creature Vault
» Zabójca Szamanów
» B³êdny rycerz
» Warhammer Fantasy Roleplay 3 ed. - Zestaw podstawowy
» Tamurkhan: The Throne of Chaos

Powi±zane wie¶ci:

» Pajêczyca
» Odkurzaj±c stary tom, cz. II
» Sprawcy, cz.II
» Mi³o¶niku WFRP! Bohater Ciê wo³a!
» Dodatek dla warhammerowych zapaleñców


Waszym zdaniem...

Furiath
Gratulujê autorowi wyró¿nienia
Ocena:
0
(+1) [troll]
opowiadanie jest mroczne i przejmujaco ch³odne -tak fabularnie, jak emocjonalnie. Dla mnie to kawa³ek dobrej dark fantasy, a zakonczenie pozwala dostrzec smutn± prawdê - mamy taki ¶wiat, na jaki zas³ugujemy...

Warhammer - ponury ¶wiat niebezpiecznych przygód.
05-10-2005 23:05
sskellen
Ocena:
0
(+1) [troll]
Super atmosfera. Bardzo przyjemne je¶li w tym wypadku mo¿na tak napisaæ. Gratulujê autorowi.

Ma³y wtrêt - chcia³em unikn±æ warto¶ciowania opowiadania i porównywania go z innym konkursowym, widzê jednak, ¿e inni czytelnicy nie mieli takich zahamowañ. Powiem wiêc tak wolê zmarzn±æ ni¿ wêdrowaæ po mo¶cie we mgle.
06-10-2005 14:24
Ifryt
¦wietne!
Ocena:
0
(+1) [troll]
Bardzo mi siê podoba³o. Du¿o bardziej od tego zwyciêskiego :(

Jest tu trochê niezêczno¶ci jêzykowych i nieco przesadzonych wstawek, ale g³ówna czê¶æ opowiadania naprawdê robi wra¿enie.

Mo¿na siê domy¶laæ, ¿e tu tak¿e jest mowa o Burzy Chaosu. Ale nie mamy tutaj prostego zapisu przygody rpg ani tym bardziej raportu z bitewniaka. To naprawdê niez³y kawa³ek literacki.
06-10-2005 15:20
~Matrix

U¿ytkownik niezarejestrowany
Ocena:
0
(+1) [troll]
Du¿o du¿o du¿o lepsze od zwyciêskiego. ¦wietny pomys³ i dobry klimat. Gdybym mia³a co¶ zarzuciæ to ¿e mog³o byæ mniej dopowiedziane ale o gustach siê nie dyskutuje, w ka¿dym razie warsztatowo jest dobre, gratulacje
06-10-2005 21:37
karp
bardzo dobre
Ocena:
0
(+1) [troll]
¦wietny warhammerowy klimat, przewrotne zakoñczenie, serdecznie gratulujê wyró¿nienai, szkoda, ze nie wygranej.
A tak na marginesie: "Mimo ch³odu robi³ siê coraz bardziej senny" - ludzie, którzy zamarzaj±, usypiaj± na mrozie...
07-10-2005 16:41
~goblin

U¿ytkownik niezarejestrowany
skoro ju¿ siê czepiamy...
Ocena:
0
(+1) [troll]
bohater chowa sakiewkê z pieniêdzmi w wygrzebanym do³ku. Musia³by chyba mieæ pazury, aby wygrzebac do³ek z zamarzniêtej ziemii... Poza tym nie mam zarzutów. Nie lubiê takiego czepiactwa, ale zdziwi³o mnie, ze autor zapomnia³ o takim detalu, po tym jak ca³y wstêp przeznaczy³ na opis ogromu i potêgi zimy.
08-10-2005 15:08
~

U¿ytkownik niezarejestrowany
Ocena:
0
(+1) [troll]
Bardzo ³adna ilustracja - to na pocz±tek.
Opowiadanie rzeczywi¶cie ³adne. Dobry pomys³, zgrabnie napisane. Mo¿e nieco mierzi mnie wyczuwalny styl a la Sapkowski (niedopowiedzenia s± czasami wrêcz denerwuj±ce i - byæ mo¿e nie tylko mnie - utrudniaj± za³apanie niektórych kwestii). Ale trzeba siê ju¿ chyba pogodziæ z piêtnem Mistrza odci¶niêtym na nas.
Generalnie gratulujê. Choæ mam pewien niedosyt. Chêtnie przeczyta³bym je w wersji d³u¿szej. Czy wzglêdna "krótko¶æ" by³a zamys³em Autora (ch³ód, dystans itd.) czy te¿ wyniknê³a raczej z braku czasu?
Przes³anie moralne skonstruowane i podane te¿ bardzo mi³o. Bez namolnego patetyzmu a jednak w konwencji WFRP.

Jeszcze raz gratulujê i pozdrawiam.
Zachêcam te¿ do wypowiedzi, choæby krótkich - niech no Autor przekona siê ile osób skusi³o siê na lekturê jego pracy!
09-10-2005 07:10
~RafiK

U¿ytkownik niezarejestrowany
anonim
Ocena:
0
(+1) [troll]
ten anonim powy¿ej to ja :) Sorry
09-10-2005 07:13
Yarghuzzz
to mo¿e ja...
Ocena:
0
(+1) [troll]
¯a³ujê, ¿e szacowne jury nie poda³o uzasadnienia werdyktu. Wydaje mi siê, ¿e na rezultacie móg³ zawarzyæ fakt, ¿e Chciwo¶æ mo¿na de facto umiejscowiæ w dowolnym uniwersum t.j. jedynie na pocz±tku mamy wzmiankê tycz±c± ¶wiata WFRP ("Na kilka miesiêcy to ona zapanowa³a nad Starym ¦wiatem.").
Opowiadanie niew±tpliwie jest o wiele lepiej napisane pod wzglêdem warsztatu. A¿ czuæ ch³ód przebijaj±cy ze zdañ, ca³a opowie¶æ jest such± relacj±.
Nie mogê powiedzieæ, ¿e opowiadanie mnie powali³o - jednak niew±tpliwie zas³u¿enie zajê³o wysokie miejsce.
Gratulujê!
22-10-2005 21:14
~violeur anal

U¿ytkownik niezarejestrowany
po lekturze
Ocena:
0
(+1) [troll]
Có¿, opowiadanie jest dobre samo w sobie, ale wyda³o mi siê (co by³o ju¿ powiedziane) niezbyt g³eboko osadzone w Starym ¦wiecie. Poza tym, formalnie bardzo przypad³o mi do gustu. No... mo¿e tylko ten Sapieha.... ;)
25-10-2005 15:52
Supr
Ocena:
0
(+1) [troll]
Podobalo mi sie. Duzo dialogow ozywilo opowiesc. Przyslonilo tez braki, ktore wyczuwa czytelnik nie obeznajomiony ze swiatem Warhammer. Bo niestety, nie jest to w pelni opowiadanie "samoistne" - trzeba znac swiat Warhammera.

Natomiast, gdyby dodac objetosciowo jakies 1/3 tekstu opisujacego kraine, gdzie jest umiejscowiona akcja - dla laika Wahammera - tekst moglby smialo przyjety byc wszedzie a nie tylko na stronie RPG.
05-12-2005 13:09
~Dolwen

U¿ytkownik niezarejestrowany
Ocena:
0
(+1) [troll]
A ja nie bêde mówi³ ¿e dobry warsztat czy co, bo siê nie znam. Wa¿ne ¿e przyjemnie sie czyta i ma klymat. W pewnym miejscu nawet poczulem ciarki ;).

"Woreczek by³ pe³en monet, starych i cuchn±cych...", a mówi siê. ¿e pieni±dze nie smierdz±, no proszê:P
14-11-2006 18:31

Komentowanie w tym dziale dostêpne jest po zalogowaniu.
Konto Polter Plus
Wyszukiwarka graczy i MG

Sklep z grami - Rebel.pl

Konkurs

Bloguj±

17 V :: Szept :: Nadesz³a Gra cz. 7 (4)
16 V :: zegarmistrz :: Rozdzia³ 1: Areszt dla N... (11)
16 V :: Eliash :: W imiê pokoju - raport nr 3 (6)
16 V :: Ruffle :: Steampunk MMO (Made in China.... (4)
16 V :: bohomaz :: A sze¶æ lat temu... (21)
16 V :: Onslo :: Universal Brawlin' System (17)
16 V :: nerv0 :: Moje ma³e inspiracje (32)
16 V :: repek :: WH3 okiem fanboja: Lure of Pow... (10)
15 V :: Aesandill :: Dwa s³owa o Zombie w RPG (38)

Na forum

Odpowiedzi: 327
Ostatni post: Ureus
Odpowiedzi: 8
Ostatni post: Ureus
Odpowiedzi: 161
Ostatni post: Ureus
avatar Odpowiedzi: 21
Ostatni post: Rukasu
Odpowiedzi: 11
Ostatni post: Necron092

Najaktywniejsi

Facebook